"Woroszyłowscy" generałowie
Artykuł ten został napisany w reakcji na tekst Józefa Marczaka, pt.: "Strategiczne wyzwania odbudowy zdolności obronnych Polski 2015 r." zamieszczony w portalu Polityki Polskiej.
Artykuł podnosi wiele istotnych kwestii, z którymi w pełni się zgadzam. Także w mojej opinii likwidacja obrony terytorialnej była zasadniczym błędem. Zgadzam się że Wojsko Polskie wciąż jest "nasycone" starszymi oficerami (nie tylko generałami) którzy nie mają kompetencji ani też mentalności jakiej oczekiwałoby się po oficerze - Polaku w wolnej Rzeczpospolitej. W wysokich kręgach dowódczych, wciąż jest widoczna święta wiara w nadrzędną rolę Rosji w sprawach polityki polskiej i słabo skrywana niechęć często przeradzająca się w nienawiść do żołnierzy USA oraz pogarda dla całego Zachodu wobec niezmiennej doskonałości i skuteczności Armii Rosyjskiej (chyba wciąż utożsamiana z systemem radzieckim oraz z faktyczną potęgą Układu Warszawskiego). Powyższe stwierdzenia nie są odbiciem jakichś "prawicowych" artykułów czy wypowiadanych przez kogoś "oszczerstw" ale wynikają z własnego doświadczenia i obserwacji jakie miałem nieprzyjemność poczynić w trakcie własnej służby wojskowej w trakcie szkoleń, kursów, poligonów czy codziennej służby. Taka mentalność, w połączeniu z kompletnym brakiem ważnej części kompetencji dowódczych - a szczególnie brakiem inteligencji emocjonalnej oraz nieznajomością psychologii dowódczej czy inaczej zarządzania zespołami ludzkimi, stosowaniem bardzo wadliwych schematów w procesie decyzyjnym, w połączeniu z potężną biurokracją stały się przyczyną opuszczania armii przez wielu młodych oficerów czy chorążych i podoficerów. Mógłbym długo podawać przykłady zachowań świadczących o takim stanie rzeczy, wraz z nazwiskami generałów, którzy zachowując się tak, że zgodnie z kodeksem Boziewicza musieliby nieustannie być wyzywani na pojedynki co zapewne już w pierwszym przypadku zakończyłoby ich haniebną karierę.
Jestem skłonny nawet przyznać, że wpływ takich ludzi mógł stać się jedną z przyczyn osłabienia bezpieczeństwa RP, choć nie mam pewności czy świadomie źle wykonywali swoje funkcje albo wpływy, aby taki stan spowodować.
Jednakże stanowczo sprzeciwiam się takiej tezie wymienionego artykułu, która "wrzuca" wszystkich generałów, nazywanych w tekście "woroszyłowskimi" do jednego "worka" i uznaje ich za winnych spisku na rzecz uczynienia z RP "bezbronnego stepu". Wśród oficerów starszych a także generałów, nawet w latach 90tych byli tacy, którzy nie godzili się z polityczną i militarną uległością Polski względem ZSRR a potem Rosji a ich postawa, mimo funkcjonującego systemu, w niczym nie ustępowała najlepszym wzorcom wojskowym II czy nawet I RP. Znów jestem w stanie podawać przykłady takich oficerów, którzy demonstracyjnie (będąc pewnymi poniesienia kary) w mundurze nieśli swoje dziecko do chrztu, czy uczestniczyli w procesjach i znów w mundurze nieśli obraz Matki Boskiej. Teraz takie przykłady mogą śmieszyć, ale w końcu lat 80tych czy latach w 90tych były przez młodzież, właśnie stawiającą pierwsze kroki w wojskowych "kamaszach" (tak jak autor tego tekstu) traktowane jak bohaterowie. Część generałów i pułkowników działając mniej spektakularnie ale za to bardzo rzeczowo, natychmiast po upadku PRL nawiązała świetne kontakty ze strukturami NATO-wskimi czy militarnymi państw zachodnich. To "woroszyłowscy" generałowie organizowali wspólne ćwiczenia z NATO oraz opracowywali zmiany tak aby Wojsko Polskie mogło nawiązać współpracę z państwami NATO. Zwiększenie interoperacyjności i kompatybilności z NATO zwiększała operacyjność na polu walki w obliczu nieuchronnej wymiany sprzętu z produkcji UW na zachodnią. Nie chodzi tu tylko o zobowiązania sojusznicze (w co ani autor wymienionego tekstu ani ja nie bardzo wierzymy) ale możliwość uzyskania niezależności zarówno w pozyskiwaniu jak i serwisowaniu wyposażenia jak i procedur od strony rosyjskiej. Tych zmian nie da się nie zauważyć. Wielu z ludzi mających świetny ogląd świata i szybko i z powodzeniem wdrażających się w struktury NATO to właśnie owi "woroszyłowscy" generałowie, ale też starsi i młodsi oficerowie, którzy będąc w wojsku, wcale nie prezentowali postaw wiernopoddańczych wobec Rosji. Jednak wielu liczyło, że armia za ich przykładem szybko się zreformuje, a także nastąpi zmiana moralna tak, aby wojsko reprezentowało jedynie interesy polskie. Tak się nie stało. W wojsku trwały długie i uciążliwe dla wszystkich zmagania wewnętrzne między oficerami nie tylko sympatyzującymi z ZSRR, a potem Rosją, ale też wiernych takiej współpracy w 100 proc., a ludźmi patrzącymi bardziej pragmatycznie na rzeczywistość i dostrzegającymi zarówno zagrożenie płynące z podporządkowywania się Rosji, jak i nie ufających państwom zachodnim, aczkolwiek preferującym zdecydowanie sojusz NATO nad UW.
Wszyscy w wojsku wiedzą, z czym wiązało się szkolenie w Woroszyłówce. Sam ten fakt nie świadczy jednak o tym, że oficerowie ci zostali "zaprogramowani" na wierność ZSRR i obecnie w wolnej RP jedynie pozują w istocie pragnąc jedynie "zniszczyć obronną organizację wojskową Polski maskując (ros. – „maski rowka”) niszczenie dezinformacyjnym hasłem „profesjonalizacji” jak twierdzi autor wspomnianego artykułu. Co więcej (i znów piszę to z własnego doświadczenia) ci z polskich oficerów, którzy przeszli to szkolenie w moskiewskiej uczelni, wzbudzają szczere zaciekawienie u naszych zachodnich sojuszników. Częstokroć są traktowani w trakcie ćwiczeń poligonowych jako eksperci, nie tylko od radzieckiej sztuki wojennej, ale też pozwalają zgłębić mentalność dowódców radzieckich (dziś rosyjskich). Ta grupa "woroszyłowskich" generałów ma najlepsze porównanie co do naszych sojuszy - są w stanie porównać faktyczne nastawienie, sposób działania, a wreszcie taktykę a nierzadko strategię zarówno byłych wojsk UW jak i obecnie NATO. To wiedza nie tylko wartościowa, ale unikalna historycznie. Aby taką wiedzę pozyskiwać służby specjalne umieszczają w ośrodkach szkolenia agentów, płacą za informacje. My mamy w Polsce, świetnie przygotowanych, kompetentnych oficerów, którzy często są znacznie lepszymi depozytariuszami przedwojennych tradycji niż obrażający ich dziennikarze, analitycy, politycy czy inni oficerowie czyniący z ataku na "woroszyłowskich" generałów przyczynę wszystkich niepowodzeń.
To że popełniono błędy w budowaniu systemu obronnego RP jest oczywiste, (pisałem o tym już ponad rok temu: https://mmilczanowski.wordpress.com/2014/04/23/kondycja-polskiego-systemu-obronnego-2/) jednak przyczyny są bardziej złożone niż wydaje się autorowi wymienionego tekstu. W każdym państwie, które czuje się bezpieczne dochodzi do podobnych procesów, w których do władzy dochodzą liderzy mający priorytetu gospodarcze, a nie rozumiejący w pełni znaczenia ani mechanizmów rządzących bezpieczeństwem i obronnością. Niestety były premier D. Tusk a tym bardziej obecna pani Premer E. Kopacz, należą właśnie do takich osób. Jednakże i w tym przypadku były podejmowane działania racjonalne. Autor pisząc o mobilizacji organizacji proobronnych uniknął wymienienia nazwisk generałów Packa i Kozieja, którzy tworzą unikalny system koordynacji działalności tych grup (moją opinię o tych działaniach wyraziłem w Radiu Rzeszów: (https://mmilczanowski.wordpress.com/2015/04/08/audycja-w-radiu-rzeszow-nt-organizacji-proobronnosciowych-w-systemie-bezpieczenstwa-rp-2/). Uzawodowienie można nazwać niewystarczającym krokiem, ale na pewno nie błędnym. Misje zagraniczne, jeśli spojrzeć tylko przez pryzmat wyszkolenia i wyposażenia, były nieocenionym czasem dla naszego wojska. Warto podkreślić, że dla sprawności wojska nawet najlepiej przygotowane poligony nigdy nie będą tym, czym realne działanie bojowe, nawet w tak odmiennym rejonie. System kierowania obroną państwa stanowi zasadniczy krok w celu ujednolicenia ośrodków decyzyjnych. Nawet jeśli jest kontestowany to nie można zarzucić że stanowi on milowy krok na drodze do usprawnienia systemu decyzyjnego.
Z drugiej strony ogólne nastawienie premiera Tuska do wojska było znane i nie należało do pozytywnych (o pani premier Kopacz nie ma co w tym kontekście w ogóle wspominać). Taka postawa tak silnej osobowości musiała rzutować na zachowania ministrów i skutkować rozprężeniem a także samozadowoleniem części elit wojskowych. Kwestie oszczędności budżetowych, jakkolwiek absurdalnie brzmią przy geopolitycznym położeniu Polski, mają też istotne znaczenie w budowaniu potencjału obronnego w sytuacji kryzysu gospodarczego. Istotny jest też opór sporej części pozostałych ugrupowań politycznych (SLD, PSL) wobec zwiększania potencjału obronnego. Politycy a także powolne im media mają znaczny wpływ na społeczeństwo a na tym właśnie opiera się system demokratyczny. Tych przyczyn obecnego stanu rzeczy można wymieniać dużo, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, aby nie ułatwiać sobie sprawy spłycaniem diagnozy do "pożytecznych idiotów" i "woroszyłowskich generałów" jako winnych sytuacji w kwestii obronności i bezpieczeństwa RP. Takie podejście to kolejny element wojny polsko-polskiej, która niczego dobrego nie przyniesie, a stanowi wodę na młyn Kremla i wpisuje się w jego politykę skłócania elit w krajach takich jak Polska. W atmosferze wewnętrznej awantury, łatwo z piętnującego pożytecznych idiotów samemu stać się takim gdy realizuje się w scenariusz pisany w Moskwie.