Suwerenność przemysłowa
Streszczenie dla niecierpliwych: NIE CZARUJMY SIĘ!
Inspektorat Uzbrojenia jest sformowaną przez Ministra Obrony Narodowej jednostką organizacyjną odpowiedzialną za pozyskiwanie uzbrojenia i sprzętu wojskowego na potrzeby Sił Zbrojnych RP. Obecne kierownictwo MON przykłada szczególną wagę do samowystarczalności obronnej naszego kraju. Sojusze nie mogą zastępować zdolności Polski do przeciwstawienia się agresji.
Warunkiem koniecznym tej samowystarczalności musi być zdolność polskiego przemysłu obronnego do wyposażania wojska w sprzęt przy jak najmniejszym udziale dostawców zagranicznych. Nigdy przecież nie wiadomo, jak potencjalny kryzys wpłynie na ich zdolność i gotowość do dalszej współpracy gospodarczej.
Abstrahując od kwestii, czy nasze państwo stać na całkowitą samowystarczalność, należy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wobec postępującej globalizacji procesów wytwórczych jest ona w ogóle możliwa. Szczególnie w zakresie urządzeń bardziej zaawansowanych technologicznie od żołnierskiej saperki i wygodnych butów.
SZWSB - kryptonim ROSOMAK BMS
9 września 2016 roku Inspektorat Uzbrojenia rozpoczął postępowanie mające na celu wyłonienie dostawcy Systemu Zarządzania Walką Szczebla Batalionu (SZWSB) o kryptonimie "ROSOMAK BMS". Zamawiający wyszczególnił szereg warunków, które powinna spełnić każda zgłaszająca się firma. Przeanalizujmy kilka punktów zawartych w opublikowanym ogłoszeniu o zamówieniu.
III. 1. Zamówienie, którego dotyczy niniejszej postępowanie, realizowane będzie w celu ochrony podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa i wiąże się z uzyskaniem i utrzymaniem narodowego, kompleksowego niezawodnego potencjału w zakresie: produkcji, modernizacji i serwisowania SZWSB oraz jego kluczowych komponentów na terenie RP na potrzeby sytuacji kryzysowych i wojny.
Bez wątpienia to właśnie zdanie wyraża oczekiwanie zamawiającego, że dostawca zadeklaruje pełną suwerenność przemysłową w zakresie kluczowych elementów systemu. Kluczowych, to znaczy tych, które są niezbędne do zapewnienia podstawowej funkcjonalności SZWSB.
W kolejnych punktach sprecyzowano, że główny wykonawca zamówienia musi być polskim podmiotem kontrolowanym przez Skarb Państwa. Może on w łańcuchu dostaw wykorzystywać w roli podwykonawców wyłącznie podmioty krajowe, choć w przypadku oprogramowania aplikacyjnego i szerokopasmowej radiostacji IP może "posiłkować się" rozwiązaniami zagranicznymi, o ile pozyska zdolności i uprawnienia do ich produkcji, modernizacji i serwisowania.
Łańcuch dostaw
Teraz proszę wszystkich o szczególną uwagę, przed nami bowiem ważna definicja:
Łańcuch dostaw obejmuje wszystkie czynności, począwszy od pozyskania podstawowych surowców (takich, których źródłem jest ziemia, woda lub powietrze), a skończywszy na sprzedaży końcowemu nabywcy produktu finalnego i utylizacji tego, co z niego zostaje po zużyciu.
Cóż to oznacza? Otóż na przykład to, iż dostawca powinien mieć możliwość przemienienia piasku z bałtyckiej plaży w ruter sieciowy zgodny z protokołami opracowanymi przez firmę Cisco i stanowiącymi jej własność.
Żeby nie było co do tego żadnej wątpliwości, w dalszej treści dokumentu Inspektorat Uzbrojenia jednoznacznie wymaga od wykonawcy:
dysponowania narzędziami, materiałami i urządzeniami technicznymi lub źródłami zaopatrzenia, niezbędnymi do wykonania zamówienia wraz z informacją na temat możliwości sprostania ewentualnemu wzrostowi uzasadnionych potrzeb zamawiającego w szczególności w następstwie sytuacji kryzysowej, a także zapewnienia utrzymania, modernizacji oraz adaptacji dostaw będących przedmiotem zamówienia;
dysponowania zdolnościami do ustanowienia potencjału niezbędnego do realizacji zamówienia na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej;
dysponowania narzędziami, materiałami lub urządzeniami technicznymi oraz uprawnieniami do ustanowienia i utrzymania potencjału na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej;
dysponowania podmiotami, które będą wykonywać lub uczestniczyć w ustanowieniu potencjału na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Będzie sobie ruter
Wróćmy teraz do przykładu rutera, który z pewnością stanowi kluczowy element infrastruktury sieciowej SZWSB. Uproszczony łańcuch dostaw niezbędny do wyprodukowania urządzenia elektronicznego wygląda następująco:
Materiały są produkowane z surowców pozyskiwanych z ziemi, wody lub powietrza (stal, aluminium, miedź, lit, tantal, tworzywa sztuczne, półprzewodniki itp.).
Komponenty powstają z materiałów (płyty metalowe, śruby, podkładki, układy scalone, rezystory, kondensatory, akumulatory itp.).
Moduły stanowią zmontowane z komponentów bloki o ściśle zdefiniowanej funkcjonalności (obudowy, kable, moduły elektroniczne, wyświetlacze itp.).
Urządzenia powstają w wyniku złożenia modułów w jedną, gotową do wykorzystania przez końcowego użytkownika całość.
Żeby dodatkowo nie komplikować wywodu, celowo pominąłem kwestię oprogramowania i dokumentacji takiego urządzenia.
W przypadku importu całych urządzeń, dostawca SZWSB powinien zakupić ich tyle, żeby mógł "sprostać ewentualnemu wzrostowi uzasadnionych potrzeb zamawiającego w szczególności w następstwie sytuacji kryzysowej". Podobnie sprawa wygląda w przypadku importowanych modułów, komponentów i materiałów. Warto sobie zdać sprawę, że żaden kraj na świecie nie dysponuje całym łańcuchem dostaw, pozwalającym wyprodukować jakiekolwiek urządzenie elektroniczne. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że wiele komponentów nie ma zamienników i muszą być kupowane od jedynego światowego wytwórcy. Nawet najpotężniejszy producent świata - firma Apple - nie jest suwerenny w swojej działalności. Lista jego dostawców obejmuje ponad 200 podmiotów z całego świata, w tym z Chin.
Smutna, acz oczywista prawda jest taka, że na pełną suwerenność przemysłową i to w ograniczonym zakresie mogą sobie z trudem pozwolić tylko światowe mocarstwa. Wszyscy chcielibyśmy, żeby Polska była jednym z nich, ale na obecnym etapie rozwoju nie jest to realne.
Papier jest cierpliwy
Czy zatem na zaproszenie Inspektoratu Uzbrojenia nie zgłosi się żaden dostawca? Cóż... zapewne się zgłosi. Zapewne zadeklaruje w załączniku numer 9, że i owszem: (1) posiada narzędzia, materiały i urządzenia techniczne lub źródła zaopatrzenia oraz (2) posiada możliwości sprostania ewentualnemu wzrostowi potrzeb zamawiającego, w szczególności w następstwie sytuacji kryzysowej, a także zapewnienia wsparcia technicznego, modernizacji oraz adaptacji dostaw będących przedmiotem zamówienia.
Zapewne też, zgodnie z procedurą, zadeklarowane możliwości zostaną skontrolowane przez ministerialną komisję, która na widok stołów montażowych po horyzont szerokich i hal produkcyjnych pod niebo wysokich, nie będzie miała żadnych wątpliwości, że dostawca da radę.
Czy jednak w przypadku prawdziwego kryzysu będziemy gotowi zachować sprawność systemów i w szybkim tempie doposażyć kolejne jednostki wchodzące do boju? Wszak dopiero wówczas okaże się, które źródła zaopatrzenia staną się niedostępne. A kraju nie obronimy pisemnymi deklaracjami dostawców i zdjęciami ich potencjału produkcyjnego.
Jaka jest więc alternatywa? Niestety kosztowna. I to podwójnie. Po pierwsze wymaga politycznej odwagi, żeby zerwać z pozornymi wymaganiami, pozornymi deklaracjami dostawców i pozornymi weryfikacjami. A po drugie wymaga zwiększenia zamówień do poziomu, który sprosta "ewentualnemu wzrostowi potrzeb zamawiającego, w szczególności w następstwie sytuacji kryzysowej".
Czy jesteśmy gotowi przestać się czarować i ponieść koszty zmierzenia się z rzeczywistością?