Sprawa śmigłowców dla Polski politycznym balonem
Bezpieczeństwo i emocje nie idą ze sobą w parze...
Polska scena polityczna a za nią świat mediów żyje niezrealizowanym kontraktem na francuskie śmigłowce Caracal dla polskiej armii. Niestety wszystkie strony - tak naprawdę politycznego i emocjonalnego - konfliktu żyją swoimi sprawami, bez patrzenia na realne i pilne potrzeby wojska. A bezpieczeństwo i emocje nie idą ze sobą w parze...
Zamówienie francuskich Caracali bez wątpienia było transakcją wiązaną dla ukręcenia kontraktu Mistrali dla Rosjan. Niewątpliwie był to polski sukces, mała geopolityczna wygrana, trzeba jednak pilnować, by ostatecznie wygrana nie okazała się porażką. Zastanawiać jednak może ustalona cena za realizację kontraktu, czy raczej jej zdecydowanie zawyżona wartość. Pytanie czy cena zawierała koszty ewentualnego "pośrednika" czy może celowo ją zawyżono, by podwyższyć także offset? A może miała także zawierać koszty samych Mistrali, jeśli nie udałoby się ich Francuzom komukolwiek spieniężyć? Na marginesie, ktoś się zastanawiał jak teraz mogłaby wyglądać sytuacja na Ukrainie, Turcji czy Syrii, gdyby Rosjanie dostali swoje Mistrale?
Powyższe, w oczywisty sposób przeczy wstępnemu założeniu zamówienia, by śmigłowce w różnych konfiguracjach zakupić u jednego producenta, celem obniżenia kosztów kontraktu. Bardziej przemawiać może przeciwstawna koncepcja zamówienia śmigłowców u różnych producentów, celem dywersyfikacji różnego rodzaju ryzyk oraz maksymalnego dopasowania końcowych produktów do wymagań użytkującej jednostki; uwaga: jednostki a nie inspektoratu czy polityków.
Różne jednostki to różne cele a przez to różne potrzeby. To nie politycy, a wojskowi winni wskazywać swoje potrzeby za pośrednictwem swoich sztabowców i inspektoratów. Wszyscy muszą chcieć wsłuchać się w "wojsko" a nie tylko pokazywać, że wiedzą lepiej.
Wojsko jest w tej nieszczęśliwej sytuacji, że zamówienia dla niego wiążą się z gospodarką poprzez offset. Tym samym to nie walory bojowe i praktyczne sprzętu są priorytetem przy zakupach, a jedynie jednym z wielu elementów. Argument wspierania polskiej gospodarki poprzez zakupy w polskich zakładach zbrojeniowych, musi być poparty jakością tego sprzętu, adekwatną do potrzeb danej instytucji.
Biznes zbrojeniowy to tak naprawdę brudny biznes. Lobby, naciski, układy, łapówki, łamane embarga, oszustwa. Trzeba być świadomym, że szczegółów anulowanego zamówienia na Caracale i tak zapewne nie poznamy, ani strona polska, ani francuska nie będą chętne zdradzać detali. Obecna ekipa rządowa ma inne wizje zamówień dla wojska, dążyła więc do niezrealizowania kontraktu, którego warunkiem był także offset. Obie strony nie mają co się na siebie obrażać. Francuzi przy zerwaniu kontraktu na Mistrale kierowali się przede wszystkim własnym dobrem, nie oglądali się na sojuszników. Ich pragmatyczność spowodowała, że obawiali się, iż pewnego dnia mogą stanąć naprzeciwko "własnych" Mistrali i to niekoniecznie u własnych granic. Przypomnieć należy iż NATO to sojusz polityczno-wojskowy, a nie tylko typowo militarny. Odwołana - dyplomatycznie: przełożona - wizyta prezydenta Hollande'a (i francuskiego ministra obrony) nie jest żadnym dramatem, gdyż wizyta miała mieć charakter roboczy, międzyrządowych konsultacji - nie ma kontraktu, nie ma konsultacji, które stały się bezcelowe.