Rafy i meandry "Wisły"


Ministerstwo Obrony Narodowej podjęło intensywny dialog z dziennikarzami o czekających Polskę rozstrzygnięciach zbrojeniowych, w tym strategicznego znaczenia systemie obrony powietrznej i antyrakietowej "Wisła". Doceniając ten fakt, trudno uznać by dzisiejsze spotkanie wiceministra Mroczka i generała Szczepaniaka z mediami potwierdziło, że wszystko jest w porządku. Przeciwnie, dało wrażenie chaosu w najistotniejszych programach zbrojeń.
Na wstępie: to świetnie, że min. Czesław Mroczek i zajmujący się jego kontaktami z prasą ppłk Szczepan Głuszczak zaprosili na spotkanie wybraną grupę dziennikarzy zajmujących się obronnością. Takie spotkania dają okazję do spokojnej, merytorycznej rozmowy w gronie osób zorientowanych, bez presji na "polityczne" pytania i odpowiedzi. Chwała MON za to! Tym bardziej, że zyskaliśmy (było nas chyba 12 osób) luźną obietnicę cyklicznych takich spotkań, szkoda że na razie co kwartał. Pytanie ile tych kwartałów zostało do wyborów i zmiany rządu?
Po drugie, w części tematów minister miał do przekazania istotne, newsowe oświadczenia, jak to dotyczące zbliżającej się decyzji o zakupie uzbrojonych dronów UCAV MALE w programach "Gryf" i "Zefir" a także tę o rychłym (marzec) wyborze najlepszej/ych ze zgłoszonych w grudniu 2014 ofert na "duży" przetarg śmigłowcowy, jak wiadomo bez nazwy. Analizę detali zostawiam na później i zostawiam ją bardziej wyspecjalizowanym kolegom, a było ich wielu więc stosowne teksty wkrótce się ukażą.
Chciałbym skupić się na najważniejszym przetargu obronnym tej dekady, być może całego XXV-lecia: obronie przeciwlotniczej i przeciwrakietowej średniego zasięgu, znanej pod kryptonimem "Wisła". Najważniejszym, bo wypełniającym najistotniejszą lukę w polskim potencjale obronnym, odpowiadającym na najgroźniejsze z zagrożeń (nalot lub bombardowanie pociskami manewrującymi lub balistycznymi), najdroższym (wydatek min.16 - max. 40 mld PLN, zależnie od tego co i jak liczyć), dającym Polsce miejsce w elitarnym klubie krajów zdolnych do obrony antyrakietowej w ramach NATO.
Pytania o "Wisłę", po decyzji IU z 30. czerwca 2014, odrzucającej oferty Izraela i wielonarodowego konsorcjum MEADS, a pozostawiającej w grze ofertę Raytheona z systemem Patriot (zmodernizowanym) oraz Eurosam z SAMP/T, tylko się mnożą. Sama decyzja nie została do dziś porządnie przedyskutowana, a przytoczone w jej uzasadnieniu kryteria "operacyjności" i "używania w armiach NATO" budzą wiele kontrowersji, głównie jako ograniczające polski wybór do systemów sprzed lat, bo tylko takie są obecnie używane. Część ekspertów mówi wręcz o zwrocie o 180 stopni w polityce MON, z zapowiedzi budowy jak najnowocześniejszego systemu przyszłości z jak największym udziałem krajowego przemysłu i ośrodków naukowo-badawczych, do zakupu gotowego produktu "z półki", w którym cała technologia jest już opracowana a podział produkcji przemysłowej od dawna ustalony. Tak ostra ocena nie jest być może rzetelna, bo MON zapewnia o nacisku na oferentów w sprawie istotnego wkładu polskiego przemysłu i transferu technologii oraz o takich wymogach, które samych oferentów zmuszają do "upgrade'u" swoich systemów. Tu jednak zaczynają się schody, a raczej meandry i rafy, bo chodzi wszak o rzekę - Wisłę.
Kwestia pierwsza, terminów. Po decyzji z 30. czerwca 2014 w formalnej komunikacji MON z oferentami zapadła cisza, nazwana też nieco ironicznie, "strategiczną pauzą". Nie oznacza to, że nie ma rozmów. Ale formalnie, każde postępowanie przetargowe czy quasi-przetargowe, jak w tym wypadku, polega na obiegu dokumentów. Minęła pierwsza połowa pierwszego kwartału 2015 a oferenci nie dostali wezwań do złożenia ostatecznych ofert. To stawia pod znakiem zapytania możliwość zakończenia postępowania w bieżącym roku, mimo powtarzanych przez przedstawicieli MON zapewnień, że "wybór dostawcy systemu nastąpi jeszcze w tym roku". Takie zapewnienie rzecz jasna padło i dziś z ust ministra Mroczka, który jednak wstrzymał się przed podaniem bardziej konkretnych terminów. "O terminach nie będę mówił" - uciął jedno z najważniejszych pytań. Dodam tylko, że w komunikatach potencjalnych oferentów terminy grają kluczową rolę, bo każdy z nich twierdzi, że "jeśli" rozstrzygnięcie zapadnie w 2015, to wtedy w 2018/19 Polska otrzyma dwie baterie systemów obecnie dostępnych a w 2022 tyle ile chce w konfiguracji takiej jaką chce. Jeśli...
Kalendarz wyborczy nie sprzyja stanowczym i kontrowersyjnym decyzjom. W ostatnich tygodniach po stronie sejmowej opozycji daje się zauważyć zwiększone zainteresowanie programem "Wisła", omawianym i na Komisji Obrony Narodowej i w Zespole ds. Wojska Polskiego i przez parlamentarzystów w wystąpieniach medialnych. Bodaj najważniejszym dotąd takim głosem był artykuł posła niezrzeszonego L.Dorna w "Rzeczpospolitej" pt. Program Wisła w starorzeczu, zwracający m.in. uwagę na likwidację amerykańsko-amerykańskiej konkurencji w polskim przetargu, szkodliwą wg. autora. "Nie będziemy zawieszać pracy MON na wybory" - odpowiedział dziś hasłowo min.Mroczek i to należy docenić, o ile tylko nie potwierdzą się pogłoski o tym, że sam polityczny nadzorca systemu zamówień obronnych widzi już się poza resortem i nawet o tym opowiada...
Kwestia druga, zdolności oferowanych systemów. Bodaj po raz pierwszy przedstawiciel MON w osobie płka Romualda Maksymiuka z Inspektoratu Uzbrojenia, głównego analityka ds obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, przyznało że w dniu 30. czerwca 2014 wybrało systemy nie spełniające polskich wymagań. Płk Maksymiuk powiedział, co nie było tajemnicą dla ekspertów, że "zestaw Patriot nie spełnia wymagań dotyczących radaru dookólnego, a SAMP/T nie zapewnia zwalczania rakiet balistycznych", od razu jednak dodał, że obaj potencjalni dostawcy w toku dialogu technicznego zapewnili MON, że te wymagania MOGĄ być spełnione. Nie wiem czy słowo MOGĄ, jest tak istotne jak mi się wydaje, ale podkreślam je, by oddać wrażenie jakie powstało na spotkaniu. W sukurs nieco speszonemu pułkownikowi pospieszył generał Sławomir Szczepaniak, który podniesionym głosem - a może tylko mi się tak wydawało - wykrzyczał, że "w roku 2022 jeden i drugi (dostawca) ma dostarczyć radar 360 stopniowy, zdolność hit-to-kill i sieciocentryczność". Rok 2022 to wg obecnego PMT termin pozyskania 6-8 baterii systemu "Wisła". Co ciekawe, gen.Szczepaniak chyba po raz pierwszy publicznie mówi o zdolności kinetycznego zwalczania głowic w przypadku nowego pocisku Aster-30 Block 1NT (pocisk będzie miał taką samą głowicę z materiałem wybuchowym i zapalnikiem zbliżeniowym co "zwykła" Aster-30 Block 1). Zastrzeżenie 1: potencjalny dostawca SAMP/T wyraził zaskoczenie deklaracją MON i przytoczył wyniki testów mające potwierdzać bezpośrednie trafienia pocisków Aster-30 Block 1 w zwalczane rakiety, mimo że nie są to technicznie pociski kinetyczne.
Zgłaszane pytania o to kto ma sfinansować nowy radar Patriota (firma obiecała Polsce nowoczesny radar 360 stopni, obecny widzi cele w promieniu 120 stopni) w obliczu obcinania funduszy przez amerykański Kongres a także czy gwarancje dotyczące spełnienia polskich wymagań mają charakter rządowy czy kontraktowy, pozostały de facto bez odpowiedzi. Na tym tle groteskowo zabrzmiała - wyraźna i wygłoszona bez pytania o to - deklaracja ministra Mroczka, że "system MEADS odrzucono dlatego, że nie jest ukończony i operacyjny" - mimo że, jak potwierdza sam MON, wybrane systemy nie spełniają wymagań, za to są ukończone i operacyjne (choć w kontekście wymagań też nieukończone). Dodajmy, że MEADS to trójnarodowe przedsięwzięcie USA, Niemiec i Włoch, mające w założeniu zastąpić Patriota, zapewniające 360 stopniowy radar, sieciocentryczność, mobilność i najnowocześniejszy pocisk przechwytujący Lockheed Martin PAC-3 MSE, z którego integracją w Patriocie są kłopoty z uwagi na przestarzały radar, z tym że ukończone tylko w 85% po wycofaniu USA wskutek cięć budżetowych w 2011 roku. Zastrzeżenie 2: potencjalny dostawca Patriot pokazał niedawno prototyp ścianowych anten pomocniczych radaru 360 stopni, na którego budowę jak twierdzi ma zapewnione fundusze niezależnie od polskiej decyzji.
Kwestia trzecia, offsetu. Dziś padło prawdziwe, choć niepokojące stwierdzenie: "im więcej offsetu, tym droższe pozyskanie systemów". Może to oznaczać zakup "off the shelf" z marginalnymi korzyściami dla polskiego przemysłu. Obecność prezesa PGZ Wojciecha Dąbrowskiego na dzisiejszym spotkaniu miała podkreślić coś odwrotnego: jak największy udział PPO w przetargach i postępowaniach zamówieniowych. Jednak po sesji z ministrem i generałami, prezes już unikał odpowiedzi na pytania o system "Wisła" i jego relację z systemem OPL niższej warstwy "Narew", którego głównym wykonawcą ma być polski przemysł. Oby było to moje mylne wrażenie, ale je mam: "Wisła" może nie przynieść PPO postępu technologicznego ani rzeczywistych korzyści handlowych, a "Narew" - jeśli będzie tak związana z Wisłą jak by nakazywała zależność geograficzna - może być konsekwencją wyboru głównego. Konfiguracje rysują się same, może i tu będzie okazja je opisać.
Konkluzja na tym etapie jawi się taka: Polska wybrała nadzieję - na to że dostawcy spełnią jej wymogi, że zagwarantują to nie tylko firmy ale i rządy, że dostawcy sami powierzą polskiemu przemysłowi uczciwy udział w ich biznesie i wreszcie, że wszystko dokona się w terminie. Ale może to najlepszy wybór z możliwych, bo jak wiadomo, nadzieja umiera ostatnia.