Prorosyjska partia zaprasza ukraińskiego terrorystę?
Na polskiej scenie politycznej pojawi się z końcem lutego nowy twór. Na etapie formowania się jest partia "Zmiana". O ile nie byłoby w tym nic dziwnego, bo tworzenie się ugrupowań politycznych jest elementem demokratycznego pluralizmu, o tyle zastanawiającym może być fakt, że na pierwszy zjazd partii zaproszony został Aleksander Kofman - "minister spraw zagranicznych" nieuznawanej przez władze Ukrainy, separatystycznej Donieckiej Republiki Ludowej. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Kijów wezwał społeczność międzynarodową do uznania Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej za organizacje terrorystyczne. Ten sam Kofman ogłosił pod koniec stycznia, że wiosną zostanie zorganizowany "szczyt państw nieuznawanych lub częściowo uznawanych", w którym mieliby wziąć udział przedstawiciele np. Kraju Basków czy... Teksasu.
Nie trzeba dodawać, że w obecnej sytuacji, gdy Polska wspiera Ukrainę w konflikcie, przybycie do naszego kraju nieuznawanego "dyplomaty" byłoby sytuacją niepożądaną i dwuznaczną.
Niebezpieczne związki
Wśród założycieli partii znaleźli się politycy dawnej "Samoobrony": były poseł i wiceprzewodniczący, Mateusz Piskorski oraz inny członek tej formacji, Tomasz Jankowski. Polityczną działalność obu należałoby nazwać co najmniej dwuznaczną, jednak bardziej trafne byłoby określenie "politycznie niebezpieczną". To samo można powiedzieć o tworzonej przez nich formacji.
"Zmiana" ma "odchodzić od polityki zagranicznej, opartej na ideologii atlantyzmu". Akcenty mają być położone na "współpracę z Unią Europejską i Federacją Rosyjską". Mówiąc krótko, na scenie politycznej pojawi się formacja, która nie tylko oficjalnie podważała będzie zasadność oparcia naszego bezpieczeństwa na systemie NATO, ale będzie miała w gronie założycielskim polityków głoszących stworzenie sojuszu z państwem nam wrogim. A to już sytuacja nosząca znamiona potencjalnego niebezpieczeństwa.
Ważnym jest, że twórcy partii rozważają możliwość wystawienia swojego kandydata w wyborach prezydenckich. Gdyby udało im się zebrać 100 tys. podpisów, w czasie kampanii wyborczej mieliby darmowy czas antenowy w mediach.
Donbas, panslawizm i "Wileńska Republika Ludowa"

Piskorski jeszcze w barwach Samoobrony (Źródło wzzw.com)
Co wiadomo o twórcach "Zmiany"? Niewiele, ale wiedza ta w połączeniu w z głoszonymi przez nich poglądami jest niepokojąca. Piskorski był m.in. koordynatorem obserwatorów podczas nieuznanego przez większą część demokratycznego świata referendum krymskiego". Wiosną ub. roku, gdy sytuacja w Doniecku była jeszcze pod częściową kontrolą Ukrainy, polityk mówił, że "to państwo upadłe". Tak z kolei odpowiedział w Kontrwywiadzie RMF FM o zgodności referendum ze standardami demokratycznymi:
- Zgodne z prawem Autonomicznej Republiki Krymu. Nie było też jakichś, w moim przekonaniu, rażących naruszeń ogólnie przyjętych standardów, to znaczy ludzie nie głosowali siłą. W tym samym Kontrwywiadzie, Piskorski afirmował działania Władimira Putina i wykazywał niechęć do działań Zachodu w kwestii bezpieczeństwa, jedności i suwerenności Ukrainy. Piskorski wielokrotnie występował też w rosyjskiej telewizji Russia Today, gdzie przekonywał m.in., że działanie Majdanu było finansowane przez Zachód. Ten sam Piskorski przekonywał też, że działania mediów, ukazujących wydarzenia na kijowskim Majdanie były "skandalicznymi atakami" na... Rosję. W swoich występach dla rosyjskiej telewizji, uchodzącej za jeden z medialnych organów Kremla, Piskorski przekonywał, że wizyty ówczesnego wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jacka Protasiewicza czy szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego nie są uprawnione przez przez polskie władze.
Szczególnie interesujące są w tym kontekście słowa rosyjskiego dziennikarza Filipa Leontiewa przytoczone niegdyś przez tygodnik "Wprost". Leontiew miał rzekomo otwarcie nazwać Piskorskiego "człowiekiem Rosji i jej agentem wpływu". Piskorski był przez pewien czas przedstawicielem na Polskę Euroazjatyckiego Związku Młodzieży, czyli mającej siedzibę w Moskwie organizacji o dość niejasnych celach, wspierających idee panslawizmu, czyli ideologii łączenia ludów słowiańskich pod berłem rosyjskim. Co interesujące, Związek próbował działać także na Ukrainie, jednak w 2011 r. jego działalność została zdelegalizowana. Więcej informacji można znaleźć TUTAJ.

Członkinie EZM na Ukrainie (żródło: zhzh.info)
Tymczasem Piskorski przedstawia się jako polityk czerpiący z nutów tak lewicowych, jak i konserwatywnych. W udzielonym magazynowi "VICE" wywiadzie mówił o sobie tak:
- Ja już od dawna mam bardzo dobre kontakty z przedstawicielami Europejskiej Partii Lewicy czyli takiej ogólnoeuropejskiej partii. Będziemy rozwijać też kontakty z ugrupowaniami spoza krajów Unii Europejskiej. Mamy już niezłe relacje ze środowiskami antyglobalistycznymi.
Piskorski zabrał także głos w innej budzącej kontrowersje sprawie, czyli powstaniu i wyemitowaniu w rosyjskim Kanale 5 filmu, dyskredytującego szefa MSZ, Grzegorza Schetynę. Co ciekawe, film ten kręcony był także w polskim Sejmie. Wejście tam umożliwili dziennikarzom politycy Twojego Ruchu. Przybyciem dziennikarzy do Polski i powstaniem filmu zainteresowała się ABW. To z kolei skomentował Piskorski:
"Żyjemy w krainie zasnutej oparami absurdu. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przyznała nieoficjalnie w rozmowie z dziennikarzami jednego z najbardziej poczytnych dzienników, że na jej celowniku znalazło się dwóch rosyjskich dziennikarzy 5 Kanału z Petersburga. Zarzut: przyjechali do Polski zrobić niepochlebny reportaż o niedokształconym historyku, piastującym obecnie funkcję szefa MSZ Grzegorzu Schetynie" - napisał w komentarzu na swoim blogu polityk. Jest zastanawiające, że Piskorski nie widzi niczego złego w nakręceniu i emisji w państwie nieprzychylnym Polsce filmu, który stawia szefa naszej dyplomacji w nieprzychylnym świetle. W dokumencie, Schetyna zostaje m.in. nazwany rusofobem. Krótki rzut oka w facebookowy profil Piskorskiego pozwala stwierdzić, że do "zlajkowanych" stron i witryn dodał on robiący ostatnio karierę w mediach społecznościowych fanpejdż "Wileńska Republika Ludowa". Można mieć wątpliwości co do charakteru strony jednak zawarte w jej opisie zdanie "Żądamy wprowadzenia polskich >>zielonych ludzików<< na Wileńszczyznę" budzi jak najgorsze skojarzenia i pytania o cele funkcjonowania strony.
Polityk, rzecznik, fan Asada
Nie mniej ciekawą postacią jest także drugi z założycieli "Zmiany", Tomasz Jankowski. Ten były polityk Samoobrony i twórca Komitetu Ukraińskiego złożył pod koniec ub. roku doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dziennikarkę Biankę Zalewską. Jankowski twierdził, że Polka "uczestniczyła w działaniach zbrojnych na terenie Ukrainy" a dodatkowo "uczestniczyła lub była obecna przy torturowaniu obywateli Ukrainy" przez członków nacjonalistycznego bataliony Ajdar. Na stronie Komitetu można znaleźć analizy i raporty dotyczące konfliktu na wschodniej Ukrainie, zazwyczaj nieprzychylne władzom w Kijowie. Jankowski rozpoczął działalność w strukturach Samoobrony od 2009, a już trzy lata później został rzecznikiem partii.
Aby dać próbkę politycznych fascynacji twórcy "Zmiany" warto przytoczyć tu jeden z wpisów na jego profilu na Facebooku:
"Jeżeli sprzedajne kreatury, omyłkowo zwane tylko "polskimi politykami" zdecydują się na wojnę z Syryjską Republiką Arabską (a tym de facto będzie jakikolwiek angaż po stronie koalicji USA-Izrael-ludojady) to przysięgam wszystkim, że gdy rządzić będzie Samoobrona to odpowiedzą za krew niewinnych. Nie spocznę wówczas póki tego nie dokonam! ŁAPY PRECZ OD SYRII!" - pisze Jankowski.
Stan rzeczy
Reasumując, na polskiej scenie politycznej może niebawem pojawić się podmiot, kierowany przez polityków o reputacji "przyjaciół Rosji", dążący do rewizji systemu naszej orientacji geostrategicznej. Nie chcąc tworzyć poczucia fałszywego zagrożenia i rozpoczynać polowania na czarownice, stawiamy jednak pytanie: czy powstanie tego rodzaju partii w takim a nie innym momencie, w okresie przedwyborczym, gdy Polska jest targana licznymi napięciami wewnętrznymi i uwikłana w geopolityczną grę o Ukrainę, to moment właściwy?
Łatwo rzucać oskarżeniami o bycie mityczną "V kolumną", jeszcze łatwiej przejść od nich do oskarżeń o wiele poważniejszych, jednak w tym momencie, formowanie partii o poglądach antyamerykańskich i widocznych sympatiach prorosyjskich może stworzyć zalążek potencjalnej destabilizacji i wpływu na kształt polityki bieżącej i przyszłej.
Demokracja pozwala na istnienie różnego rodzaju partii i pluralizm opinii, to właśnie jej fundament. Jednakże propagowanie przy jej pomocy postaw i sympatii antydemokratycznych jest działaniem niepożądanym, którą należy nie tyle napiętnować, co wręcz zastopować w momencie podjęcia takich prób.