Polski = państwowy? O sytuacji polskiej zbrojeniówki
Podczas odbytego niedawno Warsaw Security Forum, organizowanego przez Fundację im. Kazimierza Pułaskiego, miała miejsce dyskusja na temat systemu zakupów sprzętu wojskowego i planów rozwoju polskiego przemysłu zbrojeniowego. W ramach tego panelu prezes WB Group - największej polskiej prywatnej grupy firm działających w branży obronnej - powiedział:
Za dziesięć lat na debacie, nie chciałbym usłyszeć: polski przemysł państwowy i prywatny. Chciałbym usłyszeć: PRZEMYSŁ POLSKI
Równość sektorów - państwowego i prywatnego - była jednym z haseł wypisanych na sztandarach transformacji ustrojowej, której dokonaliśmy po 1989 roku. Czy jednak nie jest ona tylko iluzją? Szczególnie w branżach o szczególnym znaczeniu dla naszego kraju.
Samodzielna armia
Zapewnienie obywatelom bezpieczeństwa jest jednym z podstawowych obowiązków państwa. Silna, dobrze wyposażona i samodzielna armia stanowi fundament służący realizacji tego celu. O ile określenia "silna" i "dobrze wyposażona" są intuicyjnie zrozumiałe, o tyle "samodzielna" charakteryzuje cechę, na którą składa się wiele czynników. Jednym z nich jest panowanie nad uzbrojeniem.
Samodzielna armia powinna dysponować wyposażeniem, które potrafi we własnym zakresie utrzymać w sprawności i optymalnie wykorzystać. Bez niczyjej pomocy. W przypadku hełmu, saperki czy lornetki nie ma problemu: sprzęt jest zawsze gotowy do działania, o ile żołnierz go nie zgubi.
Broń palna i środki transportu wymagają już więcej zachodu: należy zapewnić dostępność amunicji, paliwa i części zamiennych.
Największe wyzwanie stanowi samodzielność sił zbrojnych w dziedzinie nowoczesnych, zinformatyzowanych środków walki i łączności. Są to tak złożone systemy, że każdy ich element jest potencjalnym źródłem zależności od producenta - krajowego lub zagranicznego, a tym samym ograniczenia swobody w działaniach bojowych. Podczas drugiej wojny światowej naprawami radiostacji zajmowały się polowe warsztaty wojskowe, natomiast podczas misji w Afganistanie w bazach ISAF pomieszkiwało wiele cywilnych ekip serwisowych starających się utrzymać sprzęt w sprawności.
Zaopatrywanie sił zbrojnych
Istnieje kilka modeli organizacji systemu zaopatrywania sił zbrojnych. Może on być oparty na konkurujących ze sobą podmiotach prywatnych (Stany Zjednoczone), co w założeniu ma prowadzić do pozyskiwania najlepszego sprzętu za pomocą otwartych konkursów i przetargów. Może też działać w postaci skonsolidowanego podmiotu państwowego (w skrócie SPP - na przykład Polska Grupa Zbrojeniowa S.A.), co w założeniu ma zapobiegać wyniszczającej konkurencji wielu małych podmiotów (wojna polsko-polska), zwiększać szanse eksportowe i ułatwiać realizację programów modernizacji technicznej sił zbrojnych.
Czy możliwy jest model pośredni polegający na tym, że Ministerstwo Obrony Narodowej pozyskuje sprzęt zarówno od SPP, jak i od działających na rynku podmiotów prywatnych oraz producentów zagranicznych?
W przypadku istnienia SPP racjonalny politycznie algorytm działania Ministra Obrony w dziedzinie zakupu wyposażenia dla armii musi wyglądać następująco:
Określenie Założeń Taktyczno-Technicznych pozyskiwanego sprzętu na podstawie aktualnej doktryny obronnej państwa i wiedzy na temat dostępnych technologii i produktów.
Zaproszenie SPP do złożenia oferty na dostawę sprzętu.
Jeśli SPP nie dysponuje odpowiednią technologią lub produktami, wsparcie SPP w ich pozyskaniu od innego podmiotu krajowego lub zagranicznego.
Jeśli SPP nie jest w stanie - nawet po uzyskaniu wsparcia - dostarczyć sprzętu spełniającego Założenia Taktyczno-Techniczne, zakupić go od innego dostawcy, ale równolegle podjąć działania, żeby taka sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości.
Podsumowując: jeśli państwo może kupić uzbrojenie spełniające Założenia Taktyczno-Techniczne od SPP lub za jego pośrednictwem, to naganne lub wręcz karalne byłoby, gdyby kupiło je od kogoś innego.
Wolny rynek?
Czy taki algorytm ma coś wspólnego z wolnym rynkiem?
ABSOLUTNIE NIE!
Czy jest uzasadniony politycznie?
W sytuacji istnienia SPP - ABSOLUTNIE TAK!
Dlaczego?
Ponieważ w teorii:
Państwo ma pełną kontrolę nad SPP.
Państwo może dowolnie kształtować kwestie właścicielskie, w tym zapobiegać wejściu do SPP obcego lub wrogiego kapitału, ujawnieniu tajemnic handlowych i utracie kontroli.
Państwo może optymalizować i dostosowywać strategię produkcyjną SPP do własnej doktryny obronnej.
Państwo, kupując „u siebie”, ma dodatkowe przychody związane z zyskiem wypracowywanym przez SPP.
Państwo ma pełne panowanie nad wytwarzaną własnością intelektualną, dokumentacją produktów i kodami źródłowymi oprogramowania.
Państwo ma wygodny „jeden punkt kontaktu” z przemysłem, co pozwala ograniczyć liczebność służb zaopatrywania sił zbrojnych.
Państwo może bezpośrednio wpływać na działalność SPP, delegując swoich przedstawicieli do jego organów zarządczych i kontrolnych.
Jak widać, argumentów jest wiele, brzmią one przekonywająco, ale mają jedną poważną wadę. Są teoretyczne i nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością.
Dlaczego tak się dzieje?
Ponieważ cel działania SPP jest niejednoznaczny: stanowi wypadkową polityki obronnej, przemysłowej, finansowej i socjalnej. Jest międzyresortowym kompromisem, a jak wiadomo, każdy kompromis musi być mozolnie wypracowywany i w związku z tym jest przeciwieństwem działania zdecydowanego i skutecznego.
Prywatne górą?
Czy wynika z tego, że lepszym modelem jest wolnorynkowa walka konkurencyjna podmiotów gospodarczych niezależnych od państwa?
Bez wątpienia TAK!
Oczywiście jeżeli są to oryginalni producenci sprzętu, a nie pośrednicy.
Pokazuje to przykład Stanów Zjednoczonych.
Niestety wolność gospodarcza sprawia, że - szczególnie w mniejszych krajach - niezależny od państwa "dostawca sprzętu" często nie jest jego producentem. Obok przedsiębiorstw, które z mozołem budują swoje zdolności produkcyjne i potencjał technologiczny, występują firmy-krzaki, których podstawą działalności jest "upychanie" na krajowym rynku produktów zagranicznego sponsora. Teoretycznie łatwo odróżnić poważnego producenta od takiej fasady. Wystarczy przyjrzeć się ofercie, odwiedzić zakład i od razu widać, czy działalność odbywa się w pokoju wynajętym od teściowej, czy w budynkach, do których może podjechać transporter opancerzony. W praktyce jednak ta ogromna różnica jest słabo dostrzegalna z ministerialnych gabinetów i przez pryzmat dokumentacji przetargowych.
Dodatkową komplikacją w tej układance jest rzeczywisty problem polegający na tym, że praktycznie żaden kraj nie jest w stanie wyprodukować wszystkiego sam. Pewien import produktów i technologii jest nieunikniony.
Trzy rzeczy są jednak pewne:
Żadne nakazy i zakazy nie skłonią żadnego dostawcy do podwyższania atrakcyjności swojej oferty, jeśli nie musi tego robić. A monopolista nie musi.
Jeśli państwo potrzebuje śrub i jednocześnie jest właścicielem fabryki śrub, to obowiązkiem urzędnika państwowego jest dołożenie wszelkich starań, żeby dokonać zakupu właśnie w tej fabryce. W przeciwnym przypadku może narazić się na zarzut niegospodarności.
Istnienie SPP jest sprzeczne z ideą wolnego rynku, ponieważ wolny rynek polega na równości szans, a nie "uznaniowej nierówności". Samofinansujące się podmioty nie mają szansy konkurować z monopolistą korzystającym z budżetowych inwestycji i państwowych gwarancji!
Ustalmy reguły gry!
Dobrze byłoby, gdyby nowy Minister Obrony Narodowej jasno określił, jaki model zaopatrywania sił zbrojnych jest jego zdaniem optymalny. Pozwoliłoby to wszystkim potencjalnym dostawcom dostosować swoje strategie do jasnych i bezwzględnie obowiązujących reguł gry. A pierwszą z tych reguł powinna być zasada mówiąca, że dostarczony sprzęt powinien działać i być skutecznym narzędziem w rękach polskiego żołnierza.