Operacja "Gladio"
Tajne struktury, zimna wojna i cienka granica między bezpieczeństwem a manipulacją.
Tajne struktury, zimna wojna i cienka granica między bezpieczeństwem a manipulacją
Są takie historie w architekturze bezpieczeństwa Zachodu, które przez dekady funkcjonowały jako teoria spiskowa. A potem okazywały się faktem. Operacja „Gladio” jest jedną z nich.
W czasie zimnej wojny państwa Europy Zachodniej – przy wsparciu NATO oraz struktur powiązanych z CIA – budowały tajne siatki typu stay-behind. Ich oficjalnym celem było przygotowanie zaplecza konspiracyjnego na wypadek inwazji Związku Radzieckiego. W razie zajęcia terytorium przez Układ Warszawski, zakonspirowane komórki miały prowadzić dywersję, sabotaż i działania wywiadowcze.
Z perspektywy doktrynalnej był to ruch racjonalny. Europa pamiętała rok 1939. Logika przygotowania „drugiego frontu podziemnego” była spójna z realiami epoki.
Problem polegał na tym, że historia nie zatrzymała się na scenariuszu inwazji.
Struktury, które miały nigdy nie zostać ujawnione
Nazwa „Gladio” odnosi się do włoskiej części tej siatki, ujawnionej oficjalnie w 1990 roku przez ówczesnego premiera Włoch, Giulio Andreotti. Ujawnienie potwierdziło istnienie tajnych struktur działających od lat 50., finansowanych i szkolonych w ramach szerzej zakrojonego systemu zachodnich operacji specjalnych.
Włochy były jednak tylko fragmentem większej układanki. Podobne sieci funkcjonowały w Belgii, Francji, Niemczech czy Grecji. Ich istnienie przez lata pozostawało objęte ścisłą tajemnicą państwową. Parlamenty często nie miały pełnej wiedzy o zakresie działań.
W tym miejscu zaczyna się zasadnicze pytanie: gdzie kończy się przygotowanie obronne, a zaczyna operacja wpływu wewnętrznego?
Strategia napięcia
Najbardziej kontrowersyjny wątek dotyczy tzw. „strategii napięcia” (strategia della tensione) we Włoszech lat 60. i 70. – okresu zamachów bombowych i destabilizacji politycznej. Ataki takie jak zamach na Piazza Fontana w 1969 roku do dziś pozostają przedmiotem sporów historyków i śledczych.
Część badań i postępowań sądowych sugerowała powiązania między skrajnymi środowiskami prawicowymi a elementami struktur powiązanych z aparatem bezpieczeństwa. Pojawiały się oskarżenia, że destabilizacja miała wzmacniać określony kierunek polityczny i blokować wzrost wpływów komunistów w systemie demokratycznym.
Nie wszystkie te tezy zostały jednoznacznie potwierdzone. Nie wszystkie zostały definitywnie obalone.
W przestrzeni operacyjnej często nie chodzi o pełną prawdę. Wystarczy prawdopodobieństwo.
Bezpieczeństwo czy inżynieria polityczna?
Zimna wojna była konfliktem egzystencjalnym. Strach przed rozszerzeniem wpływów ZSRR był realny, a partie komunistyczne w Europie Zachodniej – szczególnie we Włoszech i Francji – miały znaczące poparcie społeczne.
Z perspektywy Waszyngtonu i części elit europejskich ryzyko „wewnętrznego przejęcia” władzy w ramach demokratycznych procedur było scenariuszem strategicznym. W tym kontekście tajne struktury miały być polisą ubezpieczeniową systemu.
Ale każda tajna struktura działająca poza przejrzystą kontrolą demokratyczną generuje napięcie fundamentalne: czy broni demokracji, czy ją obchodzi?
Operacja „Gladio” stała się symbolem tej ambiwalencji. Z jednej strony – racjonalna odpowiedź na realne zagrożenie. Z drugiej – przykład działania aparatu bezpieczeństwa w szarej strefie między ochroną państwa a wpływem na jego procesy polityczne.
Dziedzictwo nieufności
Ujawnienie „Gladio” w 1990 roku wzmocniło w Europie falę nieufności wobec służb specjalnych i struktur transatlantyckich. Dla części opinii publicznej był to dowód, że państwa Zachodu również prowadziły operacje poza formalnymi ramami prawa. Dla innych – potwierdzenie, że zimna wojna wymagała środków nadzwyczajnych.
Problem polega na tym, że tajne operacje – nawet prowadzone w dobrej wierze – po ujawnieniu stają się paliwem dla narracji antysystemowych. Każda niejasność, każdy niezamknięty wątek, każda sprzeczność w dokumentach wzmacnia podejrzenie, że „prawdziwa historia” pozostaje ukryta.
W epoce mediów społecznościowych i permanentnej polaryzacji takie historie żyją własnym życiem. Często w oderwaniu od faktów.
Operacja „Gladio” jako lekcja
Najcenniejsza lekcja z historii „Gladio” nie dotyczy tego, czy konkretne oskarżenia były w pełni uzasadnione. Dotyczy mechanizmu.
Państwo, które działa w ukryciu, musi liczyć się z tym, że kiedyś zostanie ujawnione. A wtedy ocenie podlega nie tylko skuteczność operacyjna, ale także zgodność z wartościami, które miało się chronić.
W świecie współczesnych operacji wpływu i działań hybrydowych pytanie o granice dopuszczalnych środków powraca z nową siłą. Czy w obronie systemu liberalno-demokratycznego można stosować metody, które ten system omijają? Czy skuteczność usprawiedliwia brak transparentności?
Operacja „Gladio” pozostaje jednym z najbardziej wymownych przykładów tego dylematu.
Bo historia bezpieczeństwa rzadko jest czarno-biała. Najczęściej rozgrywa się w półcieniach – tam, gdzie racja stanu spotyka się z pokusą kontroli, a strach przed zagrożeniem z ambicją kształtowania rzeczywistości.
A półcień, jak wiadomo, jest idealnym środowiskiem dla narracji.


