Litwa, Polska, Rosja. Gry interesów.
Co najmniej niefortunną można nazwać decyzję o wystawieniu wspólnych, polsko-rosyjskich listach do wyborów samorządowych. Przynajmniej w tym momencie.
Wybory odbędą się 1 marca. W ich wyniku zostanie wyłoniony skład rad miejskich, gminnych i rejonowych. Swoich kandydatów wystawi także Akcja Wyborcza Polaków na Litwie (AWPL). Jej lider, Waldemar Tomaszewski, będzie ubiegał się się o prestiżowy fotel mera stolicy, Wilna. AWPL, podobnie jak kilka razy wcześniej, do wyborów wystawi listy wspólnie z partią mniejszości rosyjskiej o nazwie Alians. Wspólne listy wyborcze mniejszości polskiej i rosyjskiej wystawione zostały m.in. w czasie wyborów do Parlamentu Europejskiego w roku 2004, 2009 i 2014. Podobnie rzecz miała się w czasie wyborów parlamentarnych. W roku 2004 AWPL startowała do parlamentu litewskiego razem z przedstawicielami mniejszości rosyjskiej i białoruskiej.
Tak brzmi oficjalny komunikat ze strony internetowej AWPL:
"W zbliżających się wyborach do rad samorządowych Akcja Wyborcza Polaków na Litwie i Alians Rosjan wystawiły swoich kandydatów w 13 samorządach. W 7 samorządach – w Wilnie, Kłajpedzie, Wisagini oraz rejonach wileńskim, solecznickim, trockim i święciańskim – zarejestrowano koalicję Akcji Wyborczej Polaków na Litwie i Aliansu Rosjan “Blok Waldemara Tomaszewskiego”. W wymienionych 7 samorządach pozycje koalicji są ugruntowane, poparcie wyborców zawsze przekraczało 10 procent. Przekroczenie większego 6-procentowego progu wyborczego dla koalicji jest tu bardzo realne. (...)
Na listach wyborczych koalicji Akcji Wyborczej Polaków na Litwie i Aliansu Rosjan “Blok Waldemara Tomaszewskiego” jest około 500 kandydatów. Są to przedstawiciele różnych narodowości, doświadczeni i kompetentni specjaliści, którzy w praktyce udowodnili zdolność do rozwiązywania najważniejszych problemów naszych mieszkańców."
Polityczna współpraca polsko-rosyjska ma więc dość długą tradycję, jak na wciąż młode państwo litewskie. Jest to jednak sojusz, mogący nieść za sobą następstwa niekoniecznie pożądane przez polską rację stanu. Z dwóch co najmniej powodów.
Waldemar Tomaszewski - gracz czy pionek na szachownicy?
Przewodniczący AWPL urodził się w roku 1965. Działalność polityczną rozpoczął po studiach. W 1992 r. zaangażował się w działalność Związku Polaków na Litwie. W 1994 r. został członkiem AWPL, a już 5 lat później został jej przewodniczącym. Sprawował różne funkcje we władzach samorządowych rejonu wileńskiego. 15 lat temu trafił do litewskiego parlamentu. Związany był z różnymi partiami. W 2009 r. wystartował w wyborach prezydenckich na Litwie, jednak bez sukcesu. Ostatecznie trafił, jako przedstawiciel AWPL, do Parlamentu Europejskiego. Mandat europosła sprawuje do dziś.
Tomaszewski dał się poznać jako polityk konserwatywny. Gdyby stosować konkretne porównania, można by nazwać go chadekiem. W swoich wypowiedziach chętnie posiłkuje się cytatami z klasyków Kościoła. Podczas jednego ze spotkań przedwyborczych powiedział, że jest przeciwnikiem ruchów rewolucyjnych, "wszelkich Auror i Majdanów". Niechętnie odnosił się także do władz Ukrainy.
- Myślę, że nowych władz Ukrainy de facto nie uznają sami mieszkańcy Ukrainy, bo to są ludzie dosyć dziwnego przekroju. Owszem, są tacy, którzy walczyli o wolność i chwała im za to, ale są ludzie o przekroju nacjonalistycznym, którzy propagują ideę Stepana Bandery - mówił w jednym z wywiadów dla litewskiego Radia Znad Wilii.
Interesującym może wydać się fakt, że choć Tomaszewski reprezentuje AWPL, odżegnuje się od komentowania polskiej polityki wobec kwestii konfliktu ukraińskiego. Warto wysłuchać wywiadu, jakiego Tomaszewski udzielił wspomnianemu wyżej Radiu znad Wilii i posłuchać jego wypowiedzi:
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=NCboVtezsyw
Prowadząca zapytała Tomaszewskiego m.in. o jeden z wyjątkowo dwuznacznych epizodów z życia kandydata, czyli o pojawienie się 9 maja ub. roku na obchodach rocznicy zakończenia II wojny światowej przed ambasadą rosyjską na Litwie ze wstążeczką orderu św. Jerzego. Ten od odpowiedzi uciekł, próbując skierować rozmowę na inne tory.

Źródło: www.zw.lt
Warto w tym momencie przypomnieć, że Tomaszewskiego otwarcie i ostro krytykował za prorosyjskie sympatie także były premier Litwy, Andrius Kubilius. Polityk zarzucił Tomaszewskiemu, że ten, "krytykując nowy rząd na Ukrainie odzwierciedla stanowisko nie Wilna czy Warszawy, ale Moskwy".
Nie można uciec w tym miejscu od dwóch, niezwykle istotnych dygresji, które stawiają Tomaszewskiego w wyjątkowo złym świetle. Po pierwsze, asystentem Tomaszewskiego w Europarlamencie był... były oficer KGB, Wiktor Bałakin. Niezbyt dobrą ocenę wystawia samemu sobie Tomaszewski, próbując bronić Bałakina.
"Dla mnie jego przeszłość nie miała znaczenia. Nie mam żadnych haków z przeszłości, których mógłbym się doczepić, po prostu były takie czasy. W 1973 r. rozpoczął pracę jako inżynier. Uważam, że nie wypada mówić o jego przeszłości, ponieważ nasz kraj był zarządzany przez pierwszego sekretarza KC" - komentował ujawnienie pracy Bałakina w KGB.
Po drugie, o czym pisał portal Defence24, Tomaszewski związany był z magazynem "Świat Bałtycki". Naczelnym pisma, jest, według publikacji portalu, Dmitrij Kondraszow, powiązany z agencją informacyjną Regnum, o czym pisały w swoim przeglądzie rocznym za 2010 r. służby bezpieczeństwa Estonii. Twórca agencji to Modest Kolerow, były doradca Władimira Putina. Kolerow jest także jedną z ważnych postaci Międzynarodowego Ruchu Euroazjatyckiego. To z kolei organizacja-matka Euroazjatyckiego Związku Młodzieży, którego przedstawicielem na Polskę był przez pewien czas... Mateusz Piskorski. Twórca dość otwarcie prorosyjskiej partii politycznej "Zmiana", o której pisaliśmy w tym miejscu: "Prorosyjska partia zaprasza ukraińskiego terrorystę?".)
Co ciekawe, Kubilius wyraził tę opinię niemal rok temu. Przez ten czas sytuacja geopolityczna uległa zmianom, niestety trudno powiedzieć, by były to zmiany na lepsze. Przechodzimy w ten sposób do drugiego, ze wspomnianych wyżej powodów, dla których działalność Tomaszewskiego wobec polskiej racji stanu może budzić wątpliwości.
Łotwa się boi, Litwa się zbroi, Rosja się czai
Postępy wojsk separatystycznych na Ukrainie coraz bardziej ośmielają Rosję. Na tyle, że zdecydowała się na rozpoczęcie dużych ćwiczeń wojskowych, przy granicy z Łotwą i Estonią. Czując na plecach oddech Rosji i widząc co dzieje się przy jej wschodniej granicy, Litwa zdecydowała się na bardzo radykalny krok. Prezydent kraju, Dalia Gybauskaite powiadomiła, że w kraju naszego północno-wschodniego sąsiada zostanie przywrócony pobór wojskowy. Przez najbliższe 5 lat, co najmniej 3,5 tysiąca Litwinów każdego roku trafi na 9-miesięczne przeszkolenie wojskowe. To krok radykalny ale ważna deklaracja. Tak samo, jak decyzje USA, Wielkiej Brytanii i Polski o wysłaniu instruktorów wojskowych na Ukrainę.

Źródło: www.kam.lt
W tej sytuacji zwiększonego ryzyka eskalacji rosyjskiej agresji na kraje bałtyckie, działania opozycyjnego polityka o niejasnych kontaktach, pochodzącego z mniejszości etnicznej nabierają wyjątkowo niepożądanego efektu. Szczególnie, gdy pojawiają się niepokojące sygnały, noszące znamiona prowokacji, jak np. powstanie profilu pokroju niesłanej "Wileńskiej Republiki Ludowej" na Facebook'u. Sytuacja geopolityczna, już i tak napięta, staje się trudna. Warto w tym miejscu wrócić jeszcze raz do punktu wyjścia i przytoczyć fragment wywiadu z byłym wiceszefem UOP, Piotrem Niemczykiem, który niebawem ukaże się na naszych łamach.
"- Wypowiedzi Waldemara Tomaszewskiego, są dość niepokojące. On jako eurodeputowany mówi rzeczy, które niekoniecznie zgodne są z polską racją stanu i z tym, jak należałoby układać stosunki polsko-litewskie. Rozumiem, że Polacy na Litwie czują się źle traktowani przez Litwinów. Ale musimy pamiętać, że 20 lat temu, w czasie głosowania nad niepodległością Litwy, przedstawiciele mniejszości polskiej głosowali albo przeciwko niepodległości Litwy, albo wstrzymało się od głosu. I Litwini nam to pamiętają" - mówi Niemczyk.
Czy może dość do rzeczywistego scenariusza rozgrywania polskiej mniejszości na Litwie? W rozmowie z Wirtualną Polską, od takiej opcji odcina się analityk PISM, Piotr Kościński.
"Nie sądzę, by było to możliwe, nawet biorąc pod uwagę kierunek polityki Akcji Wyborczej Polski na Litwie, która przed wyborami wchodziła w porozumienia z ugrupowaniami reprezentującymi rosyjską mniejszość. Już taki sojusz z naszej perspektywy może wydawać się egzotyczny, ale problemy obu mniejszości są podobne, jeśli brać pod uwagę stosunek państwa litewskiego. AWPL po prostu mówi głosem mniejszości. Sądzę, że to nie oznacza automatycznie, że tamtejsi Polacy staną się prorosyjscy, bo przeszłe działania Rosjan na Litwie nie budzą pozytywnych emocji Polaków. Co więcej, zwrotem ku Moskwie litewscy Polacy zraziliby do siebie znaczące środowiska w Polsce" - opowiada Kościński.
Pozostaje nam wierzyć, że taki scenariusz to tylko polityczna fikcja, będąca wytworem nerwowych ponad miarę polityków i komentatorów. Nie możemy pozwolić sobie na uleganie presji i nieprzemyślane ruchy. Każdy z nich może bowiem bardzo wiele kosztować oba narody.