Krótkowzroczność Zachodu w planowaniu wojny o Ukrainę
Zachód planując "uzachodnienie" Ukrainy i wojnę o serca Ukraińców wykazał się wyjątkową krótkowzrocznością. A za błędy Zachodu płacą teraz niestety sami Ukraińcy.
Nie jest celem tego opracowania wskazanie kto i kiedy zainicjował czy wspierał ukraińskie rewolucje a pokazanie, że Zachód może i potrafi planować czy działać, ale tylko we wstępnej fazie wydarzeń. Przykład Ukrainy idealnie ukazuje różnice mentalności zachodnich i wschodnich planistów, analityków i wykonawców.
Od zawsze wiadomo, że Rosjanie tworząc wszelakie plany, na całokształt patrzą długofalowo. Postępują jak w prawdziwej, potężnej międzynarodowej korporacji. Analizy i scenariusze przygotowują szczegółowo, na długie lata z określeniem celów długofalowych i podziałem na cele i etapy pośrednie. Do tego, na każdy z etapów przypada wiele wariantów ewentualnych wydarzeń i planów reakcji na nie. Analizy takie dotyczą zarówno bezpieczeństwa wewnętrznego kraju, sytuacji w krajach sąsiednich (które zgodnie z nową doktryną, Rosja traktuje jako swoją strefę wpływów), rozszerzania stref wpływów i eksploracji złóż, jak i sytuacji w krajach mniej lub bardziej otwarcie uznanych za wrogie. Przypomnieć należy, iż zgodnie z wspomnianą już doktryną NATO zostało uznane przez Rosję za wroga.
Oczywiście planowanie nie obejmuje tylko papierkowej roboty, przygotowuje się także w tym aspekcie m.in. wojsko, siły i służby specjalne, wywiad i kontrwywiad, agenci wpływu oraz cała potężna machina dezinformacji.
A co nas jako kulturę zachodnią w takich działaniach różni od Rosjan? Wszystko... Nie wyciągnął Zachód żadnej lekcji z wyszarpywania spod wpływów sowieckich, krajów Europy tzw. środkowo-wschodniej. Więcej w całej tej historii było przypadku i szczęścia niż dobrze zaplanowanych działań. I podobnie jest teraz po kolejnej ukraińskiej rewolucji.
Pomijając już kwestie czy i kto inicjował ukraińskie wydarzenia, czy i kto je potem wspierał (nie chodzi o wsparcie polityczne czy humanitarne), czy i które zachodnie agencje maczały w nich palce i na jakim etapie i poziomie, czy i które agencje współpracowały w tym zakresie ze sobą, należy zadać pytanie czy Zachód owe wydarzenia przewidział i jakie warianty działania zaplanował. Można mieć niestety wiele wątpliwości...
Można założyć, iż był to scenariusz mało prawdopodobny. I tu mamy zasadniczą różnicę między Zachodem a Rosją. W Rosji opracowuje się scenariusze nawet te najbardziej mało prawdopodobne. I w tym szaleństwie jest metoda, bo cóż z tego, że przewidzimy np. przewrót czy zamach w mało stabilnym państwie? Sukcesem jest być przygotowanym do reakcji na wydarzenia, na które nie wpadłby nawet topowy pisarz political fiction.
Czy naprawdę na Zachodzie myślano, że metodą małych kroczków uda się Ukrainę podstępnie przed Rosją "uzachodnić"? Rosja swoje plany ewentualnej destabilizacji Ukrainy, na wypadek próby wyjścia spod jej parasola, musiała mieć przygotowane praktycznie od bardzo dawna. Problemy z przedłużeniem pobytu Floty Czarnomorskiej na ukraińskim Krymie (a tym samym znaczną utratą wpływów w rejonie Morza Czarnego), przyznanie Ukrainie współorganizacji EURO 2012, wprowadzanie zachodniego modelu życia, sympatie i chęć zbliżenia a wręcz wstąpienia do Unii Europejskiej a co gorsza NATO (porzucenie statusu państwa pozablokowego), zapewne leżały już nie u podstaw a u potwierdzenia decyzji o takiej a nie innej postawie i działaniu służb rosyjskich.
Zachód zamiast analizować potencjalne kontrdziałania Rosji i przygotowywać się na nie, napajał się sukcesem powolnego wyrywania Ukrainy spod wpływów Rosji. Plany i działania związane z Majdanem ewidentnie skończyły się na jego inicjacji i rozwinięciu oraz na nim samym, nie zabezpieczono wątków ewentualnych kontrrewolucji. Czy naprawdę nikt nie przewidział możliwości, iż na drugim końcu Ukrainy o diametralnie innych nastrojach społecznych zostaną zainicjowane kontrwydarzenia, które wręcz całkowicie zmarginalizują efekt i ofiary Majdanu?