Koniec liberalno-demokratycznego ładu?
Koniec liberalno-demokratycznego ładu? Powrót realpolitik jako języka epoki.
Powrót realpolitik jako języka epoki
Przez trzy dekady po upadku Związku Radzieckiego dominowało przekonanie, że historia przyspieszyła w jednym kierunku. Liberalna demokracja, globalizacja i instytucje wielostronne miały stać się naturalnym środowiskiem polityki międzynarodowej. Rozszerzające się struktury takie jak NATO czy Unia Europejska postrzegano nie tylko jako projekty geopolityczne, lecz jako ekspansję norm.
Dziś coraz częściej słyszymy, że ten porządek się kończy.
Nie dlatego, że formalnie przestał istnieć. Lecz dlatego, że przestał być oczywisty.
Iluzja linearnego postępu
Lata 90. i pierwsza dekada XXI wieku budowały narrację o nieuchronności modelu liberalno-demokratycznego. Integracja gospodarcza miała redukować ryzyko konfliktu, współzależność ekonomiczna miała stabilizować system, a instytucje międzynarodowe – cywilizować spory.
Wojna w Ukraina brutalnie przypomniała, że twarda siła nie zniknęła z repertuaru państw. Rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami pokazuje, że globalizacja nie wyeliminowała logiki równowagi sił. Konflikt na Bliskim Wschodzie, napięcia wokół Tajwanu, militaryzacja Arktyki – to nie są anomalie. To symptomy zmiany epoki.
Realpolitik nie wraca. Ona nigdy nie zniknęła. Po prostu na chwilę została przykryta narracją o „końcu historii”.
Normy kontra interesy
Liberalny ład opierał się na przekonaniu, że normy – prawa człowieka, rządy prawa, multilateralizm – mogą ograniczać brutalną grę interesów. W praktyce jednak normy zawsze współistniały z kalkulacją siły.
Państwa promowały wartości, dopóki nie kolidowały one z ich strategicznymi interesami. Interwencje humanitarne, sankcje, rozszerzenia sojuszy – wszystkie te działania miały zarówno wymiar normatywny, jak i geopolityczny.
Obecnie obserwujemy przesunięcie akcentów. Retoryka wartości traci moc sprawczą, gdy nie stoi za nią realna zdolność projekcji siły. Państwa coraz otwarciej mówią językiem interesu narodowego, bezpieczeństwa energetycznego, kontroli łańcuchów dostaw, suwerenności technologicznej.
W tym sensie nie tyle kończy się liberalny ład, ile kończy się jego hegemoniczna narracja.
Fragmentacja zamiast uniwersalizmu
System międzynarodowy coraz wyraźniej fragmentuje się na bloki, strefy wpływów i konkurujące ekosystemy technologiczne. Sankcje stają się narzędziem strukturalnym, nie incydentalnym. Handel – instrumentem presji. Technologia – polem strategicznej rywalizacji.
Instytucje wielostronne nadal funkcjonują, ale ich zdolność do egzekwowania norm słabnie w świecie, w którym rośnie liczba aktorów zdolnych je ignorować.
Realpolitik w wydaniu XXI wieku nie polega wyłącznie na militarnym balansowaniu. Obejmuje kontrolę surowców krytycznych, infrastruktury cyfrowej, półprzewodników, przestrzeni kosmicznej. Twarda siła splata się z technologią i finansami.
Kryzys czy transformacja?
Pytanie o „koniec ładu” bywa uproszczeniem. Porządek międzynarodowy nie znika z dnia na dzień. On ewoluuje. Liberalne instytucje nie rozpadają się, lecz tracą monopol interpretacyjny.
Dla państw średniej wielkości – takich jak Polska – oznacza to konieczność bardziej realistycznej kalkulacji. Oparcie bezpieczeństwa wyłącznie na normach i deklaracjach okazuje się niewystarczające. Jednocześnie czysta logika siły bez zakotwiczenia w sojuszach prowadzi do izolacji.
Powrót realpolitik nie musi oznaczać odrzucenia wartości. Oznacza ich podporządkowanie analizie ryzyka i zdolności.
Epoka odpowiedzialności strategicznej
W latach dominacji liberalnego paradygmatu łatwo było uwierzyć, że integracja jest nieodwracalna, a konflikt między mocarstwami – nieopłacalny. Dzisiejsza rzeczywistość przypomina, że koszt nie zawsze jest czynnikiem odstraszającym, jeśli w grę wchodzi redefinicja stref wpływu.
Nowa epoka wymaga chłodnej analizy, nie nostalgii. Nie chodzi o celebrację cynizmu, lecz o uznanie, że bezpieczeństwo opiera się na zdolności odstraszania, odporności gospodarczej i koherencji społecznej.
Realpolitik nie jest ideologią. Jest metodą patrzenia na świat przez pryzmat siły, interesu i ograniczeń.
Jeżeli liberalno-demokratyczny ład rzeczywiście wchodzi w fazę erozji, to nie dlatego, że wartości przestały mieć znaczenie. Lecz dlatego, że nie były wystarczająco zabezpieczone przez realną moc.
A w polityce międzynarodowej próżnia nigdy nie trwa długo.


