Charlie Hebdo: Islam vs islamizm
Dzień po tragedii do jakiej doszło w siedzibie francuskiej gazety satyrycznej Charlie Hebdo, politycy i większość dziennikarzy, wyrażają największe oburzenie na sprawców, których nazywają radykałami, islamistami lub po prostu kryminalistami. Jednakże w sieciach społecznościowych a także wśród części środowisk prawicowych, sprawa ujmowana jest wprost, tak jak większość społeczeństw to postrzega: "winny jest Islam jako religia i Muzułmanie jako społeczność". Winna jest religia, bowiem stworzyła tak zradykalizowane społeczeństwa, że nie są one w stanie integrować się, ani nawet współżyć ze społeczeństwami zachodnimi ani jakimikolwiek innymi. Według nich, Muzułmanie są niebezpieczni, bowiem Islam jest agresywny.
W tak dramatycznej sytuacji, gdy ludzie z jednej strony współczują ofiarom i ich rodzinom, a drugiej uzmysławiają sobie realność zagrożeń ze strony ekstremistów, wielu starających się o dialog pomiędzy religiami i kulturami rezygnuje, przyłączając się do tych żądających zemsty na całych społeczeństwach Muzułmańskich. Trudno zachować w takiej sytuacji racjonalizm i rozsądek. Jednakże gdy przez za pomocą twittera rozmawia się z mieszkańcami Egiptu, to po tej "drugiej" stronie maluje sie podobne oburzenie, graniczące często z rozpaczą. Mój znajomy spod Kairu pisze tak na twitterze: "#WakeUpFrance #WakeUpWest Stop this game by islamists".
Nasze radykalizowanie się i oskarżanie Islamu czy Muzułmanów o tę zbrodnię niczego nie załatwia. Nawoływanie do "zwalczania muzułmanów w Europie" jest nonsensem. Żądanie odesłania ich..., tylko gdzie? To kolejny nonsens. Większość z nich urodziła sie w Europie, a ich przodkowie byli często zachęcani do przybycia na stary kontynent, aby pracowali na bogate europejskie społeczeństwa. Jednakże gdy Europa wprowadzała swoją politykę absolutnej tolerancji, zwaną przez kanclerz Merkel "multi-kulti" - popełniała fatalny w skutkach błąd. Zachód finansował ludzi znanych z radykalizmu, licząc na ich, integrację ze społeczeństwami europejskimi. Gdy radykałowie palili flagę brytyjską na Trafalgar Square nikogo nie aresztowano, bowiem nie chciano prowokować "Muzułmanów". Wreszcie miasteczko Rotherham, które stało sie symbolem bezradności Zachodu, pokazało do czego taka polityka może prowadzić. Systematyczne gwałcenie białych dziewczynek przez osoby pochodzenia pakistańskiego (Dennis Prager 1,400 English Girls Raped by Multiculturalism September 9, 2014(http://www.nationalreview.com/article/387428/1400-english-girls-raped-multiculturalism-dennis-prager), było ukrywane przez władze... w imię tolerancji! Proceder ten trwał aż do roku 2013! A być może w innych miastach europejskich trwa nadal! Słusznie pisze mój przyjaciel z Egiptu: "Obudź się Zachodzie!" Na ironię zakrawa fakt, że pisze to Muzułmanin. Muzułmanin, ale nie islamista!
W czasie gdy w Europie przymykano oczy na tak dramatyczne sytuacje, na Bliskim Wschodzie trwała walka z ekstremistami. Nie tylko Zachód ją prowadził. To sami muzułmanie ukuli pojęcie "islamizm". Inna moja znajoma, tym razem z Iranu, @SaloumehZ latem 2014 określała Islamizm jako islamo-faszyzm. (https://twitter.com/search?q=saloumehz%20islamofacism&src=typd). Kobieta ta jest członkiem opozycji wobec tzw. "umiarkowanej" władzy w Iranie. Ten umiarkowany reżim, wykonał w ubiegłym roku drugą największą ilość egzekucji z przyczyn politycznych, na całym świecie (tylko Chiny przewyższyły Iran w tej kwestii). A w tym samym czasie prezydent USA nazywa Iran: "Very Successful Regional Power" (http://www.weeklystandard.com/blogs/obama-iran-can-be-very-successful-regional-power_822522.html). Mój przyjaciel z Egiptu, latem 2013 pisał o tym, że ekstremiści z Bractwa Muzułmańskiego przejęli rewolucję egipską (https://twitter.com/search?q=pharaohn%20radicals&src=typd). A mimo to, gdy wojsko przejęło władzę w Egipcie ponownie, Zachód ostro krytykował nowego lidera tego państwa Abdel Fattah el-Sisi. Tenże "wojskowy" prezydent Egiptu jeszcze na dzień przed masakrą w Paryżu wzywał do nowej - religijnej rewolucji (http://edition.cnn.com/2015/01/06/africa/egypt-president-speech/), prosząc przywódców muzułmańskich o wsparcie w walce z ekstremistami. To tylko kilka przykładów z Bliskiego Wschodu, które ilustrują, potężny konflikt jaki w tym rejonie się toczy. Te wezwania z regionu są kierowane do ich własnych społeczeństw, ale też (bez wielkiej nadziei) często do społeczeństw, mediów i polityków Zachodnich. Jednakże polityka Zachodu nie zmienia się. W wymiarze wewnętrznym jest to nadal zupełna "tolerancja" dla wszystkich, a w zewnętrznym działania zmierzające do pozyskania i kontrolowanie źródeł energii na Bliskim Wschodzie. Ewentualne działania stabilizujące są bardzo źle projektowane i jeszcze gorzej prowadzone. W skrócie: destabilizujemy Bliski Wschód, w celu osiągnięcia doraźnych korzyści (dla idealistów w celu demokratyzacji - co jednak na jedno wychodzi), a w wyniku tej destabilizacji i braku perspektyw, przybywają do nas imigranci, wśród których jest wielu ekstremistów. Dla tych ludzi umożliwiamy dalszą radykalizację, nie tylko tolerując w pełni niezależny od państwowego system szkolnictwa na każdym szczeblu (gdzie silnie indoktrynuje się dzieci muzułmańskie - jak w przypadku MeK - Mujahadeen-e-Khalq), ale też finansujemy ich radykalne projekty i działania.
W tym samym czasie wzywamy liderów na Bliskim Wschodzie, aby w sposób bardziej umiarkowany walczyli z ekstremizmem - a więc tak jak to sami czynimy. Uwięzienie dziennikarzy w Egipcie jest oczywiście nie do przyjęcia, ale z drugiej strony Egipt musi powstrzymać rosnący w sile radykalizm w swoim własnym społeczeństwie. Jeśli Islamistom z Bractwa Muzułmańskiego oraz/lub Beduinom z Synaju uda się połączyć siły z tzw. Państwem Islamskim, Al-Kaidą Półwyspu Arabskiego z Jemenu, Al-Kaidą i innymi ugrupowaniami terrorystycznymi z Libii oraz Hamasem, a także uzyskać finansowanie od Kataru, będzie zbyt późno by żałować, że kolejne państwo regionu, śladem Iraku, Syrii, Libii, popada w zupełny chaos!
Takie reżimy, które są popierane przez większość społeczeństwa danego państwa i nie działają przeciw zamieszkującym je mniejszościom, a także nie są nastawione wojowniczo wobec sąsiadów i innych państw regionu, należy wspierać, nawet jeśli przekraczają granice tzw. "Zachodniej demokracji". Można zadać pytanie, dlaczego prezydent Egiptu nie prześladuje, Chrześcijan, ani Szyitów a nawet z Izraelem ma dobre stosunki? Jego przeciwnikiem jest Bractwo Muzułmańskie, będące ugrupowaniem wyznania Sunnickiego, czyli takiego samego jak znany z religijności sam prezydent El-Sisi. Dlaczego wreszcie mimo, że Egipt pozostaje w głębokim kryzysie ekonomicznym, społeczeństwo wciąż go popiera. Nie musi prowadzić wojen z sąsiadami jak robi to prezydent Putin, by uzasadnić swoją pozycję w państwie. W istocie, dzięki staraniom GCC i egipskiej dyplomacji, udaje się obecnie nawiązać porozumienie z Katarem, co spowoduje odcięcie finansów dla grup ekstremistycznych i zapewne uwolnienie dziennikarzy Al-Jazeery.
Aby zmniejszyć napięcia zarówno w Europie jak i na Bliskim Wschodzie musimy zacząć rozróżniać Muzułmanów od Islamistów. Muzułmanie znają dobrze tę różnicę i wciąż ją podkreślają. Zarówno w naszym interesie jak i społeczeństw blisko-wschodnich jest, aby przezwyciężyć uprzedzenia mimo tragizmu obecnej sytuacji i stanąć po tej samej stronie - przeciwko takim zwyrodniałym przestępcom, jak ci którzy dokonali masakry w Charlie Hebdo. Radykalne działania społeczeństw europejskich nie rozwiążą niczego. Nonsensem jest wzywanie do odesłania muzułmanów z Europy, tak jak szukanie zemsty na tych, mieszkających najbliżej, wyznawcach Allaha. Zemsta na niewinnych Muzułmanach, będzie tak samo zł,a jak masakra w Charlie Hebdo, ponieważ, staniemy się wówczas tacy sami jak ci ubrani na czarno ludzie z flagą ISIS w rękach, mszczący się na tych, którzy chcą po prostu spokojnie żyć. To droga bez wyjścia. Tak jak pisałem prawie dwa lata temu, powtarzałem w grudniu ubiegłego roku(http://mmilczanowski.wordpress.com/2014/12/17/syria-government-rebels-extremists/), tak powtórzę i teraz: należy zwalczać ekstremizm, a ekstremizm islamski czy islamo-faszyzmu w szczególności. Nie należy tego traktować jak religii ani kultury, ale raczej jako rodzaj śmiertelnie niebezpiecznej ideologii. Podobnie jak faszyzm jest w Europie nielegalny tak i islamo-faszyzm powinien takim być. Islamiści mają finansowanie oraz możliwości organizacji i przygotowywania zamachów, a także destabilizowania Bliskiego Wschodu, dlatego są szczególnie niebezpieczną grupą. Należy ich zwalczać każdą metodą": od właściwych regulacji prawnych w państwach Zachodnich, poprzez regulacje w prawie międzynarodowym, dyplomację, aż po rozwiązania militarne jeśli zachodzi taka potrzeba. Do tego potrzeba dalekowzrocznej polityki, nie nastawionej na doraźne pozyskiwanie surowców i źle zaplanowane projekty polityczne. Walka ta musi toczyć się wespół z partnerami blisko-wschodnimi. Oni okażą się bardziej zdeterminowani w tym celu niż Zachód. Stabilizacja na Bliskim Wschodzie jest możliwa i byłaby korzystna (także finansowo) zarówno dla państw regionu, jak i świata zachodniego.