Inżynier i polityk
"A co mnie obchodzi moja wczorajsza gadanina!" - Konrad Adenauer
Polityk
Arystoteles uważał, że polityka to rodzaj sztuki rządzenia państwem, której celem jest dobro wspólne. Idealista...
Współczesna, optymistyczna definicja zakłada, że polityka służy uzgadnianiu zachowań współzależnych społeczeństw o sprzecznych interesach.
Natomiast Maks Weber, widząc, co się dzieje, roztropnie zdjął z oczu różowe okulary i stwierdził, że polityka to dążenie do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy oraz że istotną właściwością polityki jest "odwoływanie się do przemocy".
Zauważmy, że w żadnej z tych definicji nie ma mowy o logice, racjonalności lub jakichkolwiek regułach. Liczy się tylko sukces: przekonanie lub zmuszenie innych ludzi do określonego postępowania. Jeśli nie jest to możliwe w obiektywnie istniejącej rzeczywistości, należy tę rzeczywistość zmienić lub chociaż zniekształcić sposób jej postrzegania przez społeczeństwo. Jak? Wygłaszając płomienne przemówienia i uporczywie wmawiając ludziom, że białe nie jest białe.
Rasowy polityk wie, że w jego dziedzinie "zaklinanie rzeczywistości" działa znakomicie, a to, co mówił wczoraj, nie ma żadnego znaczenia ani dziś, ani jutro.
Inżynier
Inżynier łudzi się, że jeśli polityk mówi "A", to myśli "A" i za godzinę nie stwierdzi, że od urodzenia mówił "B". Oczekuje logiki i spójności - to znaczy tego, że poszczególne wypowiedzi nie będą sobie wzajemnie przeczyły.
Czyży był niepoprawnym marzycielem?
Nie! Żeby konstruowane przez niego urządzenia działały, musi przestrzegać niezmiennych praw fizyki, logiki i matematyki, które są fundamentem otaczającej go rzeczywistości. W przeciwieństwie do polityka obowiązuje go dyscyplina naukowa, a nie partyjna.
Inżynier żyje w nudnym świecie, w którym zawsze dwa plus dwa równa się cztery. Dla polityka nie jest to oczywiste. Polityk musi otrzymać esemesem aktualny wynik takiego działania - zgodny z bieżącą taktyką walki jego ugrupowania o władzę.
Dwa światy
W przeciwieństwie do światów inżyniera i żołnierza oraz inżyniera i naukowca trudno znaleźć receptę umożliwiającą pogodzenie światów inżyniera i polityka. Opierają się one na całkowicie odmiennych założeniach. W świecie polityki nie ma takiej zasady, której nie można byłoby złamać lub zmienić. W świecie inżynierii rzeczywistość zawsze wymierza sprawiedliwość tym, którzy lekceważą prawa natury.
Póki te dwa światy są rozłączne, iluzja nie wkrada się do rzeczywistości. Jednak ze względu na rosnące znaczenie zaawansowanych technologii politycy coraz częściej starają się nakłaniać inżynierów do myślenia magicznego, całkowicie oderwanego od rzeczywistości. Znakomitym przykładem takiego działania jest lansowany ostatnio pomysł wbudowywania "tylnych drzwi" do algorytmów szyfrujących. Dlaczego ta idea jest sprzeczna z podstawowymi zasadami logiki, wyjaśnię w jednym z kolejnych artykułów.
Inną kwestią stanowiącą poważny problem w komunikacji pomiędzy światem polityki i inżynierii jest skupianie się polityków na nieistotnych aspektach zadań, które zlecają do wykonania inżynierom. Na przykład zamówienie skierowane do przemysłu precyzyjnie specyfikuje wymiary ekranu komputera, zamiast określić, co na tym ekranie powinno zostać wyświetlone.
W idealnym świecie polityk zabiegający o dobro wspólne powinien wyznaczać realne cele temu dobru służące. Inżynier jest w stanie skonstruować wspaniałe urządzenia, jeśli tylko otrzyma jasne zadanie i czas na jego realizację. Ciągła zmiana priorytetów i założeń, ignorowanie rzeczywistości i instrumentalne traktowanie prac badawczo-rozwojowych to dywersja, której jedynym skutkiem - w przypadku przemysłu zbrojeniowego - jest osłabienie zdolności obronnych kraju.
Politycy! Powiedzcie, co trzeba zrobić, żeby inżynierowie mogli skupić swoje wysiłki na tym, co ważne, a nie na tym, co w danej chwili jest modne!