Inżynier i naukowiec
W poprzednim wpisie zająłem się kwestią odmiennych światów, w których żyją inżynierowie i żołnierze. Dziś przyszedł czas na kilka słów o szorstkiej współpracy nauki z przemysłem.
Pomiędzy inżynierem i naukowcem nie ma zasadniczej różnicy w postrzeganiu żołnierza będącego odbiorcą ich dzieł. Obydwaj wolą dłubać przy sprzęcie i oprogramowaniu w zacisznych pracowniach, niż tułać się po bezdrożach poligonów i stresować niedziałaniem tego, co "przecież u nich na biurku zawsze działało".
Mimo tej zbieżności spojrzenia na godne warunki pracy okazuje się, że kooperacja inżynierów i naukowców bardzo rzadko prowadzi do optymalnego zagospodarowania osiągnięć naukowych. Dlaczego tak się dzieje?
Naukowiec
Obowiązujący system organizacyjny polskiej nauki wyznacza naukowcom inne priorytety działania niż inżynierom. Wdrożenie odkrycia bądź wynalazku nie jest ich głównym celem! Jest katastrofą!
Polski naukowiec zarabia tylko wtedy, gdy nie kończy tego, co zaczął. Mówiąc ściślej, nie kończy w świecie realnym, natomiast w wirtualnej rzeczywistości księgowo-sprawozdawczej odnosi sukces za sukcesem. Gdyby skończył naprawdę, nie mógłby występować o kolejny grant lub dofinansowanie na kontynuację projektu. Dodatkowo, uruchomienie produkcji seryjnej wiąże się licznymi wyrzeczeniami i pokonywaniem prozaicznych, niegodnych uczonego problemów. To wielomiesięczny trud "zwieńczony" nagrodą rektorską w wysokości kilkuset złotych.
Inżynier
Dla inżyniera praca badawczo-rozwojowa jest kosztem, a nie zyskiem. Ziarnem do obsiania pola, a nie plonem z tego pola zebranym. W interesie inżyniera jest jak najsprawniejsze zakończenie etapu tworzenia nowego rozwiązania, żeby można je było wdrożyć do seryjnej produkcji. Bo nowy produkt daje zysk tylko wtedy, gdy zakupi go wielu klientów.
Są oczywiście inżynierowie, którzy mają skłonności do usprawniania swoich konstrukcji w nieskończoność, ale biznes ich wypluwa i muszą szukać swojego miejsca gdzie indziej. Gdzie? W instytutach naukowych!
Dwa światy
Jak zatem pogodzić te dwa światy?
To proste.
I jednocześnie bardzo trudne.
Jedyną drogą jest... odcięcie naukowców od dotacji służących realizacji przedsięwzięć, których jedyny ślad stanowi rozliczenie złożone Narodowemu Centrum Badań i Rozwoju lub innemu hojnemu sponsorowi rozdającemu pieniądze zabrane nam wszystkim w postaci podatków.
Przestańmy finansować wypełnianie tabelek w arkuszu kalkulacyjnym.
Pozwólmy naukowcom zarabiać na opracowaniach, które są potrzebne, a nie tylko prawidłowo rozliczone!