Heckler&Koch znów dostarczy broń dla Bundeswehry
Szok i niedowierzanie – pomimo sporów sądowych dotyczących celności flagowej broni Bundeswehry i niewyjaśnionych powiązań pracowników ministerstwa obrony z biznesem, firma Heckler & Koch ponownie została wybrana na dostawcę broni dla niemieckiej armii. Ministerstwo mgliście tłumaczy, że inne firmy nie byłyby w stanie w podobnym czasie dostarczyć zamówienia. Oznacza to, że niemiecki resort obrony w zakresie broni ręcznej jest niejako skazany na H&K.
Zamówienie z Heckler & Koch dotyczy 600 nowych karabinów automatycznych typu HK417 (w Niemczech nazywanych G27) oraz 600 lekkich karabinków maszynowych MG4. 60 sztuk G27 zostanie dostarczonych do listopada br., a pozostałe 540 G27 i 600 MG4 będzie dostarczonych do końca przyszłego roku.
Nowe nabytki będą wykorzystywane głównie na misjach zagranicznych, część pozostanie jako sprzęt treningowy na terenie Niemiec. Ministerstwo tłumaczy, że zakup broni nie jest „zamiast”, a „dodatkowo” w celu stworzenia „mixu broni” ("Waffenmix") w Bundeswehrze. Żołnierzom stacjonującym na misjach karabiny G36 nie będą odbierane, ale dodatkowo ich uzbrojenie będzie wyposażone w nową broń.
W kwietniu br. komisja ekspertów przeprowadzająca badania techniczne karabinu G36 na zlecenie ministerstwa obrony Niemiec stwierdziła "poważne wady" konstrukcyjne i funkcjonalne tej broni. W praktyce oznacza to niemożność trafienia do celu, co dyskwalifikuje G36 jako standardowe wyposażenie niemieckiej piechoty.
1 października ministerstwo obrony, a opinia publiczna w drugim tygodniu października, zapozna się z raportem Komisji Winfrieda Nachtwei’a (byłego posła, obecnie niezależnego eksperta ds. polityki obronnej), która weryfikuje doniesienia o braku celności G36. Na tej podstawie BMdV podejmie decyzję o usunięciu lub pozostawieniu G36 na wyposażeniu armii. Bundeswehra wciąż używa 180 tys. sztuk broni.
Pierwsze problemy z funkcjonowaniem G36 żołnierze stacjonujący w Afganistanie zgłaszali już w 2012 r. Wtedy nie podjęto działań. Teraz minister Ursula von der Leyen przechodzi trudną lekcję, jak ciężko jest zrobić coś inaczej, niż jej poprzednicy oraz jak trudno zarządza się armią, która w końcu musi strzelać nie tylko na strzelnicy.
Na początku lipca organizacja dziennikarska "Netzwerk Recherche" wyróżniła H&K antynagrodą "Zamkniętej Ostrygi" za nieuczciwe próby wpływania na media w ocenie wadliwości G36 i dezawuowanie negatywnych doniesień. (więcej: https://www.tagesschau.de/inland/verschlosseneauster-heckler-koch-101.html).
Istnieją też poważne podejrzenia, że komórka odpowiadająca za dostawy broni w ministerstwie obrony utrzymywała zażyłe kontakty z lobbistami H&K (więcej: https://www.tagesschau.de/inland/verteidigungsministerium-heckler-koch-101.html). To wszystko powoduje, że obecne zamówienie z H&K znajduje się znowu na czołówkach gazet.
Warto dodać, że nie tylko H&K w niewyjaśniony sposób eksportował broń pomimo zakazu za granicę. 1 września seryjny zabójca członek kartelu narkotykowego "Los Zetas" José Zavala, który przyznał się do ponad 200 zbrodni, stwierdził w zeznaniach, że 12 osób zabił z broni Sig Sauer P239. Problem w tym, że niemiecka firma od 2000 r. nie ma licencji na eksport do Meksyku. (http://www.dw.com/de/mordinmexikomitdeutscherpistole/a18688565)
Przypomnę, co na temat H&K pisałam w Biuletynie Niemieckim nr 44 w lutym 2014 r.:
12 grudnia 2011 r., święto narodowe w Meksyku. Tłumy ludzi jadą nad Ocean Spokojny. Autostradę blokuje jednak 3 tys. studentów szkoły wyższej, w której dzieci rolników zdobywają zawód nauczyciela, aby likwidować analfabetyzm u przyszłych pokoleń i wyrównywać szanse w dostępie do edukacji. Domagają się większej liczby podręczników i lepszego kształcenia. Ktoś wzywa policję, ryczą syreny, w stronę studentów lecą granaty łzawiące. Młodzi ludzie taranują się, kaszlą, bronią przed gazem. Policja strzela w powietrze, studenci odpowiadają kamieniami. W końcu kule trafiają studentów. Trzech nie żyje, czternastu zostaje rannych. Po dwóch latach dzięki nagraniom wideo udaje się zrekonstruować przebieg tragicznych wydarzeń. Okazuje się, że ważną funkcję w nich pełnił niemiecki producent broni z 14-tysięcznego idyllicznego Oberndorfu nad Neckarem.
Przy ciałach zabitych Meksykanów znaleziono naboje 5,56 × 45 mm, które są standardowym nabojem pośrednim NATO. Policjanci posługiwali się G36 – standardową bronią Bundeswehry. Karabin szybkostrzelny (automatyczny) HK G36 zrobiony w dużej mierze z tworzywa sztucznego waży tylko 3,6 kg. Jest lekki, poręczny i może wystrzelić w ciągu sekundy 12 kul. Regularnie pojawia się na terenach dotkniętych kryzysami, chociaż producent, firma Heckler & Koch, o zgodę na każdą transakcję musi prosić rząd federalny.
G36 jest flagowym produktem niemieckiego przemysłu, na równi z piłami łańcuchowymi firmy Stihl czy słuchawkami firmy Sehnheiser. G36 używają armie i oddziały policyjne w USA, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Hiszpanii, Australii, Portugalii i we Francji. Na stronie producenta opisany jest jako „optymalny pod względem użytkowania, wagi i gęstości ognia”. Jednak w przeciwieństwie do producenta pił czy słuchawek producent broni musi mieć na sprzedaż swoich produktów zgodę rządu.
W 2002 r. Heckler & Koch rozpoczął promowanie swoich produktów w Meksyku. Kraj ten był pogrążony w wojnie przeciwko mafii narkotykowej i chciał zakupić tysiące sztuk broni. Trzy lata później podpisano umowę między niemiecką firmą i rządem Meksyku. Wcześniej Heckler & Koch złożył w Ministerstwie Gospodarki prośbę o zgodę na eksport G36 do Meksyku.
Podobnie jak poprzednik G36, cięższy o 1,5 kg i strzelający 10 kul na sekundę G3, dziś po kałasznikowie AK47 jest to najpopularniejsza broń świata. Karabin trafił na rynek pod koniec lat 50. Dziś na świecie jest min. 7 mln sztuk tej broni i choć nie jest już od lat produkowana w fabryce Heckler & Koch, stale powstają nowe G3 w Pakistanie, Iranie i innych niestabilnych krajach. Inaczej niż G36, G3 był stworzony specjalnie dla odrodzonej armii niemieckiej, za jego produkcję płaciło Federalne Ministerstwo Obrony i prawo produkcji należy tylko do RFN. W latach 196181 kolejne rządy Niemiec sprzedały licencję na G3 do ponad tuzina krajów, oficjalnie tylko sojuszniczych. Jedną z pierwszych licencji otrzymał portugalski dyktator Salazar na początku lat 60., który szybko sprzedał tysiące sztuk G3 reżimowi apartheidu w Afryce Południowej. Licencję otrzymał też szach Persji uchodzący za partnera krajów zachodnich, jak dziś saudyjski król Abdullah. Po obaleniu szacha przez Chomeiniego Iran nadal produkował broń i sprzedawał ją organizacjom terrorystycznym. Inne licencje trafiły do Pakistanu w 1963, Turcji w 1967, Arabii Saudyjskiej w 1969, Tajlandii w 1971, Brazylii w 1976, Grecji w 1977, Meksyku w 1979 i Birmy w 1981.
Tym sposobem z G3 tureckie wojsko zabijało kurdyjskich cywilów, Hezbollah strzelał do armii Izraela, a Irańczycy do Irakijczyków. G3 używają somalijscy piraci, afgańscy talibowie i syryjscy rebelianci. Czasem nawet z tej broni obrywają niemieccy żołnierze stacjonujący na zagranicznych misjach.
Rząd federalny przystał na wniosek Heckler & Koch pod jednym warunkiem że broń nie trafi do oddziałów policji w meksykańskich krajach związkowych Chiapas, Chihuahua, Jalisco i Guerrero. Wynikało to stąd, że obrońcy praw człowieka donosili od lat o skorumpowanych policjantach, którzy w tych regionach aresztują niewinnych ludzi, poddają ich torturom i zabijają.
Dziś meksykańskie ministerstwo obrony podaje, że prawie połowa z dostarczonych 10 tys. karabinów trafiła właśnie do tych prowincji. Autostrada nad Pacyfik, gdzie protestowali studenci w 2011 r., znajduje się w Guerrero.
Według wyliczeń, na które powołuje się tygodnik „Die Zeit“, produkowane przez Heckler & Koch broń szybkostrzelna, pistolety maszynowe i karabiny wyborowe (snajperki) od czasu powstania w 1949 r. zabiły na świecie więcej osób niż bomby zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki w 1945 r., które zabiły ok. 200 tys. osób.
Z kolei jak podaje Centrum Politycznego Piękna (Zentrum für Politische Schönheit, lewicowa organizacja walcząca o prawa człowieka), Heckler & Koch w ciągu ostatniego ćwierćwiecza zabiła 375 razy więcej osób niż katastrofa elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Szacuje się, że na raka wywołanego przez skażenie po wybuchu IV reaktora radzieckiej siłowni wg WTO zmarło 9 tys. osób.
80 proc. sprzedaży Heckler & Koch to eksport. Slogan reklamowy firmy głosi „żadnych kompromisów”. Jak czytamy na stronie przedsiębiorstwa, ma oznaczać stosowanie najlepszych materiałów i najnowszych technologii do produkcji broni. O wysyłaniu jej na tereny, na których giną niewinni ludzie, ani słowa.
Dziennikarzom odmawia się możliwości zwiedzania fabryki, nawet burmistrz Oberndorfu n. Neckarem jest powściągliwy w kontaktach z mediami. W emailu do dziennikarzy wyjaśnił, że nie udziela wywiadów, bo „w przeszłości o przedsiębiorstwie zbrojeniowym w jego mieście pisano jedynie tendencyjnie i stereotypowo”.
W marcu 2010 r. do prokuratury w Stuttgarcie trafiają materiały mające świadczyć o tym, że firma, eksportując broń do Meksyku, wykroczyła poza warunki nałożone przez rząd. Przeszukiwana jest centrala firmy, nawet mieszkania prywatne szefów firmy. Tłumaczą oni, że nie mieli świadomości, co rząd Meksyku zrobi z G36. Wersja ta nie zgadza się z zeznaniami byłego niemieckiego żołnierza, który od lat mieszka w Meksyku i doprowadził do spotkania przedstawicieli niemieckiej firmy z urzędnikami z meksykańskiego ministerstwa obrony. W rozmowie z „Die Zeit” twierdzi, że ludzie z Heckler & Koch samodzielnie pokazywali policjantom z czterech zakazanych prowincji, jak działa G36. Pokazał nawet dziennikarzom podziękowanie dla Heckler & Koch za szkolenie dla policji w Guadalajara, stolicy prowincji Jalisco z datą 26 listopada 2008 r.
W 2008 r. gruzińskie oddziały specjalne były wyposażone w G36 podczas walk z Rosjanami. Nawet gdy Angela Merkel odwiedziła Tbilisi w 2010 r., chroniły ją gruzińskie siły bezpieczeństwa uzbrojone w G36. Może to dziwić, bo rząd Niemiec nigdy nie wydał zgody na eksport broni do Gruzji.
W 2011 r. libijscy rebelianci znaleźli w magazynach Kadafiego skład G36, jeszcze w oryginalnych opakowaniach z fabryki Heckler & Koch. Oczywiście nie omieszkali użyć nowiutkiej broni do szturmu na Trypolis. Na wysyłkę broni do Libii rząd RFN również nigdy nie wyraził zgody. „Trafiła tam bez wiedzy przedsiębiorstwa” – tłumaczy się zawsze w takim przypadku Heckler & Koch.
24 kwietnia 2013 r. na tablicy ogłoszeń w fabryce pojawiło się pismo sygnowane przez kierownictwo i prawników firmy. Głosi, że „pojawiło się mocne podejrzenie: dwóch długoletnich pracowników w porozumieniu z przedstawicielem handlowym w Meksyku zleciło eksport broni do meksykańskich stanów, na które nie było zgody. Odbyło się to bez wiedzy i woli innych osób w przedsiębiorstwie. Zostali oni zwolnieni”. Obydwaj odwołali się od zwolnienia do sądu. Twierdzili, że szczegóły operacji ustalali w emailach z kierownictwem firmy. Wyrok sądu pracy w sprawie jeszcze nie zapadł, ale wiadomo, że odpowiedzialność za złamanie prawa poniosą szeregowi pracownicy firmy, nie prawdziwi decydenci.