Dzień Świstaka
Drugiego lutego w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie obchodzony jest Dzień Świstaka (a właściwie Dzień Świszcza). Tego dnia w miejscowości Punxsutawney w stanie Pensylwania mistrzowie świątecznej ceremonii wywabiają świszcza o imieniu Phil z jego norki i komisyjnie sprawdzają, czy widzi on swój cień. Jeśli widzi (to znaczy jeśli świeci wtedy słońce), należy się spodziewać, że zima potrwa jeszcze sześć tygodni. Natomiast brak cienia (czyli pochmurna pogoda) zapowiada rychłe nadejście wiosny.
Za chwilę wyjaśnię, co Dzień Świstaka ma wspólnego z polską polityką obronną i przemysłem zbrojeniowym.
Pouczający film
W 1993 roku nakręcono pozornie banalną komedię romantyczną pod tytułem "Dzień Świstaka". Główny bohater tego filmu jest zblazowanym, cynicznym osobnikiem, który dostaje od losu szansę wielokrotnego przeżywania tego samego dnia. Dzięki temu może wykonać wiele eksperymentów, obserwując, jak zmiany jego zachowania wpływają na otoczenie, którego przychylność jest mu niezbędna do osiągnięcia upragnionego celu.
Dzięki temu, że przez wiele lat moja kariera była związana z polskim przemysłem obronnym, udało mi się dostrzec niezwykłe podobieństwo między tym, co wówczas obserwowałem, a wspomnianym wyżej filmem. Tyle, że miałem do czynienia z "latami świstaka" a nie "dniami świstaka". Co roku pierwszy kwartał był martwy, za wyjątkiem sprzątania posylwestrowych "pozostałości". W drugim kwartale, kiedy budżet państwa i Ministerstwa Obrony Narodowej nabierał kształtu, rozpoczynały się procedury przetargowe. Trzeci kwartał przypadał na wakacje i był wypełniony przygotowaniami do wrześniowego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego. A czwarty kwartał nieodmiennie charakteryzował się pospiesznym podpisywaniem umów i mobilizacją dostawców i odbiorców, żeby jak najmniej budżetowych środków się zmarnowało. Z oczywistą szkodą dla jakości.
Ktoś mógłby zapytać: a co z umowami wieloletnimi? Tak, były takie umowy, ale co roku Ministerstwo Obrony Narodowej miało prawo stwierdzić, że brakuje środków na ich kontynuację.
Niestety okazuje się, że podobieństwo pomiędzy filmem a przemysłowo-obronną rzeczywistością jest tylko pozorne. Otóż dla bohatera komedii romantycznej każdy dzień był nauczką umożliwiającą pozytywną zmianę zachowania w kolejnym "tym samym" dniu. Tymczasem nasza rzeczywistość wydaje się nienaprawialna: nie zmienia się niezależnie od powtarzających się, negatywnych doświadczeń.
"Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów" - Albert Einstein
Wróżenie z cienia
Drugą refleksją związaną z Dniem Świstaka jest - niepoparte niestety twardymi dowodami - podejrzenie, że wiele założeń taktyczno-technicznych opisujących parametry zamawianego sprzętu i uzbrojenia jest tworzonych na podstawie obserwacji cienia świszcza.
Dlaczego ekran terminala komputerowego ma mieć 1024 piksele szerokości niezależnie od tego, co będzie na nim wyświetlane?
Dlaczego radiostacja ma wykorzystywać pasmo częstotliwości o nieoptymalnych właściwościach propagacyjnych?
Dlaczego śmigło wiropłata ma mieć trzy a nie dwie łopatki?
To są pytania, na które tylko świszcz zna odpowiedź. Albo jego cień.
Co zrobić, żeby tak nie było?
Rozwiązanie jest proste: częściej konsultować się z przedstawicielami przemysłu i nauki. Z praktykami, którzy znają wady i zalety poszczególnych rozwiązań oraz stan techniki w danej dziedzinie. Ważne jest poszerzanie kręgu fachowców, których wiedza i doświadczenia są brane pod uwagę. Ważne jest udrażnianie, a nie ograniczanie możliwości wymiany poglądów i opinii.
Jeden świszcz, nawet najmądrzejszy, nie jest w stanie znać się na wszystkim!