Dezinformacja jako infrastruktura wpływu
O władzy nad percepcją w epoce wojny informacyjnej. Nie żyjemy w epoce nadmiaru informacji. Żyjemy w epoce nadmiaru narracji.
O władzy nad percepcją w epoce wojny informacyjnej
Nie żyjemy w epoce nadmiaru informacji. Żyjemy w epoce nadmiaru narracji.
Informacje są dziś surowcem wtórnym. To narracje – odpowiednio skonstruowane, emocjonalnie skalibrowane i algorytmicznie wzmocnione – decydują o tym, jak interpretujemy rzeczywistość. Dezinformacja i manipulacja nie są anomalią systemu. Są jego funkcją.
W przestrzeni bezpieczeństwa coraz rzadziej mówi się o klasycznej propagandzie. Zastąpiły ją operacje wpływu – rozproszone, trudne do jednoznacznego przypisania, często prowadzone poniżej progu formalnego konfliktu. Ich celem nie jest przekonanie. Ich celem jest przesunięcie percepcji.
Sterowanie percepcją jako domena operacyjna
W doktrynach wojskowych państw takich jak Rosja przestrzeń informacyjna traktowana jest jako pełnoprawna domena operacyjna. Działania wobec Ukrainy pokazały, że operacje informacyjne mogą poprzedzać działania kinetyczne, towarzyszyć im i utrzymywać ich skutki długo po ustaniu walk.
Ale redukowanie problemu do jednego aktora byłoby intelektualnym uproszczeniem. Każde państwo dysponujące rozwiniętym aparatem komunikacyjnym prowadzi działania kształtujące środowisko informacyjne. Różnią się skalą, metodą, legitymizacją. Istota pozostaje ta sama: wpływ.
Nowością nie jest więc sama manipulacja. Nowością jest jej infrastruktura.
Platformy takie jak Facebook, X czy TikTok nie tworzą treści. Tworzą warunki ich amplifikacji. Algorytm nie ocenia prawdy – optymalizuje zaangażowanie. A zaangażowanie najłatwiej generują emocje skrajne: strach, gniew, poczucie zagrożenia.
W tym sensie dezinformacja nie jest błędem systemu. Jest jego logicznym produktem ubocznym.
Półprawda jako narzędzie operacyjne
Najbardziej skuteczna dezinformacja rzadko polega na całkowitym fałszu. Operacyjnie efektywniejsza jest półprawda – fakt wyrwany z kontekstu, statystyka pozbawiona metodologii, cytat bez tła. Manipulacja nie musi zaprzeczać rzeczywistości. Wystarczy, że ją selektywnie kadruje.
Kluczowym mechanizmem nie jest wpojenie nowego przekonania. Jest erozja zaufania. Do instytucji. Do mediów. Do ekspertów. Do samej idei obiektywnej prawdy.
Jeżeli odbiorca przestaje wierzyć komukolwiek – przestaje być zdolny do racjonalnej oceny sytuacji. A społeczeństwo pozbawione wspólnego punktu odniesienia staje się podatne na destabilizację.
Właśnie dlatego operacje wpływu są długoterminowe. To nie kampania reklamowa z wyraźnym początkiem i końcem. To ciągłe modelowanie percepcji.
Od pola walki do sali zarządu
Mechanizmy wpływu nie są zastrzeżone dla państw. Korporacje, grupy interesu, organizacje polityczne – wszyscy operują narracją. W świecie PR granica między perswazją a manipulacją bywa funkcjonalna, nie moralna.
Różnica polega na intencji i transparentności. Perswazja zakłada świadomość odbiorcy, że ktoś próbuje go przekonać. Manipulacja zakłada, że odbiorca nie powinien tej próby zauważyć.
W praktyce operacyjnej te dwa porządki często się przenikają. Zarządzanie kryzysem wizerunkowym polega na kontrolowaniu ram interpretacyjnych. Selekcja faktów, dobór ekspertów, timing publikacji – to wszystko narzędzia wpływu. Legalne. Powszechne. Skuteczne.
Problem zaczyna się wtedy, gdy środki te stosowane są bez ograniczeń normatywnych, a jedynym kryterium staje się skuteczność.
Epoka syntetycznej wiarygodności
Rozwój narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji radykalnie obniżył koszt produkcji wiarygodnie wyglądających treści. Syntetyczne nagrania, spreparowane wypowiedzi, masowe komentarze tworzone przez boty – wszystko to powoduje, że tradycyjne heurystyki oceny wiarygodności zawodzą.
Jeszcze niedawno zdjęcie lub nagranie stanowiło dowód. Dziś może być elementem operacji wpływu. W rezultacie ciężar wiarygodności przesuwa się z nośnika na nadawcę.
Reputacja staje się zasobem strategicznym. Buduje się ją latami, traci w godzinę.
Dezinformacja jako test odporności
Nie istnieje społeczeństwo odporne na manipulację. Istnieją społeczeństwa mniej lub bardziej świadome mechanizmów, które na nie oddziałują.
Odporność informacyjna nie polega na cenzurze ani na administracyjnym zarządzaniu prawdą. Polega na edukacji, pluralizmie źródeł, kulturze debaty i zdolności do krytycznej analizy własnych przekonań.
Paradoks polega na tym, że najbardziej podatni na manipulację są często ci, którzy są przekonani o własnej odporności.
Władza nad interpretacją
Klasyczna teoria władzy koncentrowała się na kontroli terytorium, zasobów i instytucji. W XXI wieku kluczowa staje się kontrola interpretacji.
Ten, kto definiuje, co jest kryzysem, kto jest agresorem, a kto ofiarą, kto jest ekspertem, a kto „elementem dezinformacji” – ten w istocie kształtuje pole decyzji politycznych i społecznych.
Dezinformacja i manipulacja nie są zjawiskiem peryferyjnym. Są elementem struktury współczesnego środowiska bezpieczeństwa. Można je ignorować. Można je demonizować. Lepiej je rozumieć.
Bo ostatecznie nie chodzi o to, czy ktoś próbuje nami wpływać. To stała zmienna systemu.
Chodzi o to, czy potrafimy odróżnić informację od narracji – i czy mamy odwagę poddać w wątpliwość również te opowieści, które są dla nas wygodne.


