Desta(mo)bilizacja świata
Strategia Stanów Zjednoczonych zdaje się być jedną z najbardziej kluczowych spraw w ostatnich latach w walce o wolność świata. Wolność, która zabija miliony ludzi w imię idei bliżej nam nieznanej.
ISIS i Ukraina. Cel-pokój.
Barack Obama pręży muskuły z długami sięgającymi "zadłużeniową osiemnastkę" (ok 18 000 000 000 000 USD), by pokazać światu, że walka na dwóch frontach przyniesie zwycięstwo i "zejdzie ze sceny niepokonany". Ta wizja jest jednak daleka od realiów. Jesteśmy świadkami słabej polityki, braku konsekwencji a szczególnie strachem przed wywołaniem III Wojny Światowej. Europa wciąż pod wpływem Waszyngtonu niewiele może a wielkie mocarstwa chcą dalej odgrywać najważniejszą rolę wojskową i gospodarczą.
ISIS punkt łączący dwóch Prezydentów Putina i Obamę w walce z bojownikami Państwa Islamskiego, łączący lecz bez żadnego sojuszu. To jak zawody w maratonie i prześciganiu się w pomysłach jednocześnie wzajemnego ośmieszania się na arenie politycznej. Każdy cel dobry, jeżeli przynosi zamierzony efekt. Póki co ISIS ma się całkiem dobrze a sprawy ukraińskie wciąż w "martwym" punkcie.
Nie jeden z nas zastanawiał się zapewne jak wydarzenia potoczyłyby się dalej, gdyby nie Majdan. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to celowe, zamierzone, dobrze przeprowadzone działanie, mające na celu destabilizację Ukrainy, USA, Federacji Rosyjskiej i EU. Kto i jaki miał w tym cel? Stany Zjednoczone by pozbyć się długu? Rosja by poszerzyć granicę? Ukraina by być pod skrzydłami Zachodu i NATO? Każdorazowa próba odpowiedzi na te pytania wywołuje agresję wśród opozycyjnych wojowników a prawda może nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Prezydenci wojują, świat patrzy, ludzie płaczą.

Jakie rozwiązanie może przynieść upragniony spokój? Odpowiedź: ŻADNE. Próba kompromisu z Prezydentem Rosji miała już swój finał we wrześniu zeszłego roku. Zawieszenie broni krótkoterminowe. Każda ze stron ma wiele do zyskania i równie wiele do stracenia. Od wczoraj jesteśmy świadkami kolejnego "rozejmu" w Mińsku:
"Terroryści wystrzelili pociski z systemu rakietowego Grad w kierunku miejscowości Samsonowo, również kontrolowanego przez separatystów" - podaje serwis prasowy operacji antyterrorystycznej.
Zaangażowanie Władimira Putina w walce o Donbas to krok od wprowadzenia stanu wojennego przez Prezydenta Poroszenko na skutek złego porozumienia, pozostawiającego granice wschodniej Ukrainy pod "panowaniem" wojsk rosyjskich (2 tys.km niezabezpieczonego terytorium, który jest w pewnym sensie " kawałkiem Związku Radzieckiego").
Mobilizacja do działania

Niechęć Ukraińców do walki z wiatrakami sprawia, ze coraz więcej młodych chłopców uchyla się od służby wojskowej uciekając z kraju, nie stawiając się na komisję poborową. Propaganda rosyjska dopinguje w obietnicach o wydłużeniu legalnego pobytu na terytorium Rosji oraz o zrozumieniu braku chęci walki z własnymi rodakami. Według wypowiedzi urzędników ukraińskiego Ministerstwa Obrony największe trudności z przeprowadzeniem mobilizacji pojawiły się w obwodzie sumskim (najbardziej wysunięty na południowy wschód), charkowskim, czerkawskim, tarnopolskim i zakarpackim (graniczy on z Polską, Słowacją, Węgrami i Rumunią).
A świat przygląda się, wojska NATO w gotowości bojowej, Ukraińcy pozostawieni samym sobie a my bez żadnych skrupułów i wyrzutów kładziemy się spać licząc na dobre serce Prezydenta Putina, że zabierze Donbas i skończą się jego zapędy chciwości o dalsze terytoria by powiększać swoje imperium.