Czy milczenie jest złotem? Nie gdy chodzi o najważniejszy przetarg obronny RP!

W ostatnich tygodniach zarówno branżowe jak i powszechne media donoszą o kłopotach, jakie w Stanach Zjednoczonych ma oferowany w polskim postępowaniu na system obrony powietrznej i antyrakietowej zestaw Patriot. Od obcinania przez Kongres funduszy na jego modernizację (ma już 40 lat) - do złej oceny niezawodności radaru i opóźnienia integracji najnowocześniejszej i oferowanej Polsce antyrakiety - wszystko to musi niepokoić, bo z przyczyn politycznych "opcja amerykańska" nie budzi wątpliwości. Jednak polskie Ministerstwo Obrony Narodowej przyjęło taktykę milczenia: nie komentowania doniesień zza oceanu i zbywania pytań dziennikarzy. Złą taktykę.
W takiej ocenie, złej praktyki MON, nie chodzi mi bynajmniej o partykularny interes własny - dziennikarza jakoś zaangażowanego w debatę o bezpieczeństwie naszego kraju ani chciwego informacji reportera, który za wszelką cenę chciałby uzyskać reakcję oficjalnych czynników na niepokojące doniesienia. Chodzi mi o coś dużo ważniejszego: przejrzystość największych zamówień zbrojeniowych, w szczególności tego o strategicznym znaczeniu, jakie niewątpliwie posiada przyszły polski system obrony powietrznej i antyrakietowej "Wisła". Zaangażowanie w sam zakup - nie uwzględniając kosztów transferu technologii do polskiego przemysłu zbrojeniowego, kosztów obsługi i użytkowania sprzętu ani jego przyszłych niezbędnych modernizacji - od kilkunastu do kilkudziesięciu miliardów złotych (w zależności od tego czy liczyć najwyższy szczebel obrony z osobna czy całość systemu trójwarstwowego) wymaga - mogłoby się zdawać - rzetelnego informowania opinii publicznej i podatników o podejmowanych decyzjach oraz toku postępowania. W tym, reagowania na rozwój wypadków, zwłaszcza gdy te rozwijają się w negatywny sposób.
Tymczasem MON w zasadzie od początku postępowania, które trwa już w obecnej odsłonie ponad dwa lata, a wliczając wcześniejsze przymiarki dwukrotnie dłużej, jest nadwyczaj oszczędne w dzieleniu się najbardziej podstawowymi danymi. Na przykład, na dobrą sprawę nie ma zakreślonego terminu zakończenia postępowania. Owszem, w Planie Modernizacji Technicznej widnieją daty, ale przecież ulegały one zmianie: z 2014 na koniec 2014, potem na początek 2015, teraz min.Mroczek mówi o "tym roku" jako czasie wyboru dostawcy systemu. Jak wiadomo, sam wybór dostawcy, nie musi wcale oznaczać podpisania kontraktu. Przypomnę, że w PMT nadal figuruje rok 2018 jako termin dostawy, co dla ekspertów jest datą oczywiście nierealistyczną. Ale również tak zwana tymczasowa zdolność operacyjna, polegająca na dostarczeniu Polsce zestawów z zapasów sił zbrojnych krajów-oferentów - przed dostawą zamówionych systemów w wymaganej konfiguracji - nie została wystarczająco opisana i doprecyzowana. Nie wiemy ile i jakich baterii trafi do Polski "pomostowo", w przypadku każdego z zaledwie dwóch oferentów w obecnej fazie postępowania. Nie wiemy jak ich dostarczenie ma być rozliczone w całym kontrakcie. Nie wiemy - co nie daj Boże, ale jest teoretycznie możliwe - co się stanie, gdy będzie trzeba ich użyć. Będą bowiem przecież własnością odpowiednich sił zbrojnych: Francji czy Stanów Zjednoczonych, a nie własnością Polski. Takie znaki zapytania można mnożyć. Ale nie one martwią najbardziej.

Najbardziej niepokoi brak reakcji na to, co płynie z oficjalnych źródeł w USA, mianowicie pogarszającej się oceny systemu Patriot w jego obecnym kształcie i widocznego braku zaangażowania politycznego w proponowaną przez oferenta modernizację. Owszem, Siły Lądowe USA przyrzekły kiedyś, że będą używać Patriotów jeszcze bardzo długo, do 2048 roku. Ale aby to było realne, pochodzący z ery "lampowej" system, modernizowany tylko cząstkowo, musi przejść głęboką metamorfozę. Tymczasem od trzech lat co roku wnioski budżetowe U.S. Army na modernizację Patriotów są obcinane, ta sama U.S. Army zapowiada za dwa lata przetarg na nowy radar dla swojego systemu przeciwlotniczego, ta sama U.S. Army wybiera system dowodzenia i lączności konkurentów z Northrop Grummana i nakazuje integrację z Patriotem - zresztą przebiegającą z problemami - najnowszej antyrakiety Lockheed Martina PAC-3 MSE. Pytanie co na końcu tych prac zostanie z systemu firmy Raytheon, poza nazwą?
To jednak sprawa przyszłości. Już teraz, a mówi o tym raport za zeszły rok Biura Dyrekcji ds. Prób Operacyjnych i Ewaluacji Pentagonu - czyli głównego "testera broni" Stanów Zjednoczonych - system Patriot ma problemy z osiągnięciem wymaganych poziomów niezawodności, głównie - jak podają amerykańskie źródła - przez przestarzały radar. Ponieważ nie ma pieniędzy na jego głęboką modernizację, U.S. Army przyjmuje na siebie to ryzyko i kontynuuje integrację PAC-3 MSE... zapewne wobec bliskiej perspektywy pozyskania zupełnie nowego radaru po przetargu w 2017 roku. Ale nie będzie to ten sam radar, który znalazł się w ofercie Raytheona dla Polski. Nam zaproponowano unikatową konstrukcję, polegającą na dodaniu do przedniej nieruchomej i widzącej cele w promieniu 120 sopni anteny, dwóch mniejszych z tyłu po bokach - tak by spełnić wymaganie radaru o pełnym dookólnym pokryciu. Nie ma jej jednak fizycznie, to jedynie koncepcja, zamiar przeprowadzenia pracy badawczo-rozwojowej, którą ktoś będzie musiał sfinansować. A jeśli zacytować min.Mroczka z listopadowej konferencji w MON, "system obrony powietrznej średniego zasięgu dla Polski w żadnym wypadku nie powinien być pracą badawczo-rozwojową".
Do żadnej z tych kwestii, mimo dziesiątków tekstów w prasie i pewnie setek pytań od dziennikarzy, MON się na serio nie odniosło, powtarzając tylko w kółko że "nie jego sprawą jest komentowanie kłopotów oferenta", "nie może omawiać zawartości oferty" ani "nie będzie się angażował w walkę lobbystów". Takie tłumaczenie, z przykrością trzeba to powiedzieć, trudno traktować poważnie, ono samo zresztą kreuje ogromne pole do spekulacji, polegania na podszeptach lobbystów, publikowania cząstkowych, bo pozbawionych głosu drugiej strony, tez. Zwłaszcza, gdy pojawiają się już otwarcie formułowane podejrzenia i zarzuty, że to Polska ma "uratować" finansowo przyszłość modernizacji Patriota...
Sam Raytheon już zapowiedział (dziś rano odbyłem z nimi rozmowę) że odniesie się do całego pakietu wątpliwości i pytań w przyszłym tygodniu. Jego prawo - jego obowiązek. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że w całej tej trudnej sytuacji to oferent poważniej traktuje polską opinię publiczną i podatnika niż to robi resort obrony narodowej. W tak poważnych sprawach milczenie nie może być złotem.