Bezpieczeństwo mniejszości wyznaniowych w Pakistanie
Pakistan staje się państwem, w którym coraz trudniej egzystuje się nielicznym w tym kraju mniejszościom religijnym (CIA World Factbook podaje, że zaledwie około 3,6% mieszkańców tego kraju to przedstawiciele innego wyznania niż islam; wśród muzułmanów zaś 85-90% to sunnici). Prześladowania przybierają różną postać, od zamachów terrorystycznych, które pochłaniają dużą liczbę ofiar do zastraszania, czy wykorzystywania istniejących przepisów prawa jako narzędzia dyskryminacji.
Szczególnej eskalacji ulegają w ostatnich latach zamachy przeprowadzane przez terrorystów samobójców wymierzone w mniejszość szyicką. Szyici stanowią w Pakistanie około 10-15% populacji tamtejszych muzułmanów, liczącą około 22-26 milionów osób. Jest to trzeci kraj na świecie pod względem liczby ludności szyickiej – po Iranie i Indiach. Zamachy na pakistańskich szyitów nie są dziś już tylko dziełem grup tradycyjnie „specjalizujących” się w zwalczaniu tej mniejszości, jak np. skrajnie antyszyicka Lashkar-e-Jhangvi (LeT), powiązana z organizacją religijną o nazwie Ahle Sunnat wal Jamaat (ASWJ). Warto dodać, że działalność obydwu jest w Pakistanie formalnie zakazana, lecz władze nie podjęły skutecznych działań, by uniemożliwić im funkcjonowanie. Szyitów atakują także powiązani z LeT talibowie z Ruchu Pakistańskich Talibów TTP, a ostatnio ich nowe odłamy, takie jak Jamat-ul-Ahrar czy Jundallah, którego członkowie zadeklarowali w zeszłym roku chęć współpracy z sunnickimi ekstremistami z tzw. Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku. Istnienie współpracy pomiędzy LeT a pakistańskimi talibami potwierdziło ostatnio pakistańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, przyznając, że przywódca TTP, mułła Fazlullah, zagwarantował antyszyickim ekstremistom wsparcie finansowe i bojowe.
Początek 2015 roku jest bezprecedensowo krwawy jeśli chodzi o zamachy na pakistańskich szyitów. Doszło już do czterech ataków na ściśle strzeżone szyickie świątynie (imambargah):
- 9 stycznia 2015 – 8 osób ginie, około 16 rannych w zamachu na szyicki meczet w Rawalpindi, „mieście bliźniaczym” Islamabadu. Sprawca: odłam TTP, Jamat-ul-Ahrar - 30 stycznia 2015– około 61 zabitych osób w trakcie piątkowej modlitwy w mieście Shikarpur, prowincja Sind. To jeden z najkrwawszych ataków o podłożu religijnym w historii Pakistanu. Sprawca: odłam TTP, Jundallah („Szyici są naszymi wrogami. Naszym celem był ich meczet” – potwierdził rzecznik tej grupy tuż po zamachu) - 14 lutego 2015 – przynajmniej 21 osób ginie, 50 odnosi rany w zamachu na szyicki meczet w Peszawarze, prowincja Chajber Pasztunkwa. Zamachowcy wchodzą do pilnie strzeżonego budynku przebrani w policyjne mundury. Sprawca: Jundallah - 18 lutego 2015 – atak samobójczy na meczet szyicki Qasar-e-Sakina w Rawalpindi (Pendżab). Giną dwie osoby, bo zamachowcy nie udaje się zdetonować ładunku. Sprawca: Jundallah.
Jeszcze kilka lat temu głównym celem ataków ze strony islamskich fundamentalistów byli szyici zamieszkujący miasto Kweta, stolicę Beludżystanu. Ukierunkowane zamachy dotykały szyickich Hazarów – społeczność pochodzenia turko-mongolskiego, będącą w Pakistanie mniejszością wyznaniową i etniczną, mieszkającą głównie w Beludżystanie. Stanowią oni obecnie około 200 tysięcy mieszkańców prawie milionowej Kwety, zamieszkują przedmieścia nazwane Hazara Town; łącznie w Pakistanie mieszka około pół miliona Hazarów. Zamachy w Kwecie są praktycznie na porządku dziennym. W samym 2012 roku zginęło 400 przedstawicieli tej społeczności. Atakowane są miejsca, w których zbierają się Hazarowie, na przykład 10 stycznia 2012 r. zamachowiec samobójca wysadził się w popularnym klubie snookera. Pierwszy wybuch zabił 7 osób, ale gdy ludzie ruszyli z pomocą, wybuchł kolejny ładunek, umieszczony w zaparkowanym obok klubu samochodzie, zabijając kolejne ofiary, w sumie 96 osób. Głównym celem ataków jest więc zabicie jak największej liczby osób. W proteście przeciwko ukierunkowanej i zaplanowanej eksterminacji, jak określają wymierzone przeciwko sobie ataki Hazarowie, społeczność przeprowadziła protest blokując drogi i odmawiając pochówku swych zmarłych. Protesty odbiły się echem zarówno w Pakistanie, jak i na świecie, zwłaszcza w miastach, do których migrują Hazarowie, na przykład Toronto, Melbourne, Waszyngton. Organizacje zrzeszające Hazarów otwarcie mówią o szeroko zakrojonej akcji, której celem są czystki etniczne w strategicznie położonej przygranicznej prowincji. Donoszą też, że pakistańskie służby bezpieczeństwa, w tym lokalna policja, przymykają oko na prześladowania, a nawet wspierają działalność ekstremistów. Obecnie poza Hazarami obiektem ataków jest społeczność szyicka zamieszkująca cały Pakistan.
Pakistańscy politycy twierdzą, że ostatnie liczne zamachy terrorystyczne to „skutki uboczne” operacji militarnej Zarb-e-Azb prowadzonej przez armię pakistańską w Waziristanie. Ofensywa uległa intensyfikacji po krwawym rajdzie talibów na prowadzoną przez armię szkołę w Peszawarze 16 grudnia 2014 roku. W zamachu, o którym usłyszał cały świat, zginęło około 150 osób, głównie uczniów. Terroryści mszczą się także za egzekucje wykonane na ich współbraciach w następstwie tego zamachu. Po 16 grudnia rząd Pakistanu zniósł moratorium na wykonywanie kary śmierci i przeprowadzono szereg wyroków na terrorystach, którzy przebywali w więzieniach. Grupy ekstremistów natychmiast zagroziły zaostrzeniem ataków i realizują swoje zamiary. Współpraca TTP z LeT, która dopiero teraz potwierdza pakistańskie ministerstwo, nie jest niczym nowym - pogłębiła się zapewne na przestrzeni ostatnich dwóch-trzech lat. Przy obecnych uwarunkowaniach wiąże się ona z realnym ryzykiem dalszego pogorszenia sytuacji bezpieczeństwa w Pendżabie. Istotne pozostaje pytanie czy i na ile radykałowie pendżabscy (południowa część tej prowincji to matecznik Lashkar-e-Jhangvi) pozostaną praktycznie bezkarni, co jak dotąd zapewniały im liczne powiązania ze światem polityki, między innymi z rządzącą Pakistańską Ligą Muzułmańską premiera Nawaza Sharifa. Otwarta wojna, jaką wypowiedzieli terroryści w miarę spokojnej jeszcze do niedawna jak na warunki pakistańskie najbogatszej prowincji Pakistanu, głównego ośrodka polityczno-biznesowego i kulturowego państwa, być może przyczyni się do konieczności zmiany polityki władz także wobec ekstremistów, którzy dotychczas cieszyli się politycznym patronatem.
W następstwie krwawych dwóch pierwszych miesiący obecnego roku przewodniczący partii Majlis-e-Wahdat-e-Muslimeen (MWM), zrzeszającej szyitów z różnych części Pakistanu, wezwał generała Raheela Sharifa, głównodowodzącego pakistańskiej armii (COAS – Chief of Army Staff) do prowadzenia wojny z terrorem także w Pendżabie. Partia ta, hołdująca sunnicko-szyickiej jedności, zapowiada też pokojowe protesty, w tym duży marsz przeciwko przemocy. MWM otwarcie oskarża rząd o porażkę w walce z antyszyickim terroryzmem, obawia się jednak wyrazić także otwartą krytykę wobec armii i wywiadu pakistańskiego.
Państwo strachu
Prześladowania szyitów, ahmadytów i przedstawicieli innych mniejszości w Pakistanie to nie tylko zamachy bombowe, ale także codzienne życie. Podziały coraz bardziej niszczą prywatne relacje pomiędzy przedstawicielami poszczególnych społeczności wyznaniowych. Z jednej strony wzmagają poczucie nieufności, z drugiej – bezradność wśród tych, którzy dostrzegają skalę problemu. Bywa na przykład tak, że szyickim wykładowcom czy nauczycielom sunniccy przyjaciele radzą, by zatrudnili prywatnych ochroniarzy dla siebie i swoich rodzin. Jeśli mają znajomych policjantów, ci radzą im, by nie dojeżdżali do pracy codziennie tą samą drogą, bo to zwiększa ryzyko skutecznego ataku. Do prześladowań często używa się tak zwanego prawa o bluźnierstwie – są nawet przypadki, że w stan oskarżenia można być postawionym za „polubienie” „niestosownego” komentarza na popularnym portalu społecznościowym. Bardzo często osoby napiętnowane i obawiające się eskalacji przemocy czynią wszelkie możliwe starania, by dostać pozwolenie na imigrację, zwłaszcza jeśli mają już rodziny mieszkające za granicą.
Innym przykładem są prześladowania społeczności ahmadytów, których w Pakistanie uznaje się od 1974 roku na mocy konstytucji za nie-muzułmanów. Na przykład studenci należący do tego odłamu islamu znajdują się pod rosnącą presją ze strony konserwatywnych wykładowców i innych studentów, zwłaszcza tych o radykalnych poglądach, działających w islamskich ugrupowaniach politycznych. Na ahmadytów wywiera się presję, by zmienili wyznanie i przeszli na „właściwy” (czyli sunnicki) islam. W przeciwnym razie grozi im relegowanie z uczelni. Wmawia się im, że ich wiara, będąc niewłaściwą, „przyniesie im katastrofę w życiu i po śmierci”. Towarzyszą temu listy z pogróżkami i permanentna presja ze strony otoczenia; niektórzy studenci rezygnują z nauki i wraz z rodzinami zmieniają miejsce zamieszkania. Ahmadytom nie wolno używać popularnego “assalam-u-alijkum” na powitanie, gdyż jest to niezgodne z prawem i zarezerwowane dla „prawowitych” muzułmanów. Nie wolno też im na przykład nazywać swoich świątyni meczetami (masjid), swojej wiary określać mianem islamu, nie wolno też jej nauczać, propagować, nakłaniać kogokolwiek na konwersję.
Funkcjonujące w Pakistanie tak zwane prawo o bluźnierstwie stało się w rękach islamskich fundamentalistów wygodnym narzędziem dla usuwania wrogów i szybkiego rozwiązywania personalnych konfliktów. Policjanci, którzy zajmują się sprawami bluźnierstwa żyją w obawie o życie swoje i swoich rodzin, gdyż otrzymują pogróżki, aby nie wypuszczać z aresztów osób oskarżonych. Podobnie jest z sędziami, którym zabrania się udzielania kaucji oskarżonym o popełnienie bluźnierstwa. Zastraszanie ludzie w obawie o życie najbliższych ulegają naciskom ekstremistów. W ten sposób osoby niewinnie oskarżone spędzają miesiące a nawet lata w aresztach. Działacze społeczni, prawnicy zajmujący się kwestią praw człowieka, dziennikarze, itp. są coraz bardziej zastraszani i boją się publicznie negatywnie wypowiadać o prawie o bluźnierstwie, gdyż może to mieć tragiczne konsekwencje. Zdarza się też na przykład, że mułłowie z medres nakazują okolicznym sklepikarzom, by wywiesili w widocznym miejscu kartki „nie obsługujemy ahmadytów”. Brak wywieszenia lub usunięcie takich informacji ma być uznane za bluźnierstwo.
Oskarżyć można każdego, najczęściej w oparciu o spreparowane dowody. U osób „niewygodnych” zdarza się, że ktoś z rodziny lokalnego mułły „przypadkiem znajduje” fragmenty spalonego Koranu, a duchowny natychmiast z meczetowych głośników piętnuje „bluźniercę”. To wyjątkowo skuteczne narzędzie prześladowań, pozostawiające ofiarę praktycznie bezbronną. Instytucje państwowe są bezradne, zastraszeni urzędnicy nie są w stanie skutecznie i zgodnie z prawem wypełniać swoich obowiązków. Jeśli ktoś wejdzie w personalny spór z mułłą, np. o własność czy nieruchomość, itp., może spodziewać się najgorszych konsekwencji, zwłaszcza (choć nie tylko) jeśli jest szyitą, ahmadytą, hinduistą, czy chrześcijaninem. Osoba oskarżona o bluźnierstwo dla własnego bezpieczeństwa zamykana jest jak najszybciej w areszcie policyjnym. W przeciwnym razie grozi jej lincz ze strony ludzi podburzonych przez mułłę i jego zwolenników. W zeszłym roku niedaleko Lahore wywleczono z domu i brutalnie zlinczowano młodą parę chrześcijan, u której też rzekomo znaleziono spalony Koran. Zdarzały się też przykłady wyciągania oskarżonych przez tłum ludzi z aresztu i mordowania ich na oczach bezradnych policjantów.
Solidarność Pakistańczyków
Sytuacja niewątpliwie osiągnęła stan krytyczny, ale trzeba podkreślić, że bardzo wielu Pakistańczyków stanowczo przeciwstawia się brutalnej przemocy i takiemu traktowaniu mniejszości zamieszkujących ich kraj. Ludzie w coraz większym stopniu starają się okazać solidarność wobec prześladowanych. O sytuacji często donoszą media, jednak zwłaszcza te anglojęzyczne, czytane przez ludzi lepiej wykształconych. Najlepszym i najpopularniejszym sposobem są masowe protesty wobec przemocy. 20 lutego przedstawiciele różnych wyznań pod egidą działaczy z Pakistan Youth Alliance zorganizowali taki protest w Karaczi. „Jestem sunnitą i przeciwstawiam się ludobójstwu szyitów”, głosiły transparenty niesione przez aktywistów. Podobne nieśli też chrześcijanie i hinduiści. Utworzono symboliczną ludzką tarczę ochronną wokół jednego z szyickich meczetów, a także nawoływano do podjęcia skutecznych działań przeciwko LeT i islamskich radykałów skupionych wokół mułły Abdula Aziza w Czerwonym Meczecie w Pakistanie.
Warto podkreślić, że ludzie z różnych środowisk dostrzegają w coraz większym stopniu, że sami mogą kiedyś paść ofiarą przemocy ze strony islamskich radykałów. Dotyczy ona bowiem już nie tylko mniejszości wyznaniowych, ale także sunnitów, którzy nie zgadzają się z radykalną interpretacją zasad Islamu. Kierunek, w jakim może podążyć Pakistan w czarnym scenariuszu, jest zupełnie niezgodny ze słowami Muhammada Alego Jinnaha, powszechnie wielbionego „ojca założyciela” Pakistanu. Utworzone w 1947 roku państwo dla muzułmanów miało być bezpiecznym miejscem zamieszkania nie tylko dla wszystkich muzułmanów, ale także dla mniejszości wyznaniowych. Tymczasem na przestrzeni ostatnich trzech dekad, z wydatną pomocą Amerykanów i Saudów, sponsorujących sunnicki dżihad w latach 80., w Pakistanie doszło do bezprecedensowej radykalizacji społecznej, powstania wielu medres (szkół koranicznych), które funkcjonują poza kontrolą państwa, aktywizacji działań grup islamskich ekstremistów. Ich celem w kontekście zwalczania mniejszości jest obecnie m. in. uznanie pakistańskich szyitów za nie-muzułmanów, tak jak wcześniej uczyniono to z ahmadytami. Gdyby to się powiodło, prawo sankcjonowałoby de facto eskalację prześladowań tej grupy wyznaniowej, stawiając Pakistan na granicy poważnego kryzysu wewnętrznego, a nawet wojny domowej.
Aby zatrzymać spiralę przemocy niezbędna jest skoordynowana reakcja władz, armii, sił policyjnych, środowisk prawniczych, naukowych, mediów, organizacji praw człowieka i wszystkich innych instytucji, które mogą w jakikolwiek sposób odwrócić skutki radykalizacji. Walka z grupami ekstremistów powinna objąć także te, które dotąd miały wsparcie od armii, ISI, czy też partii politycznych. W kontekście walki z prześladowaniem mniejszości chodzi tu o skuteczne wyeliminowanie zagrożenia, jakie stwarzają pendżabscy antyszyiccy ekstremiści, ale także o wprowadzenie zmian w prawie (usunięcie prawa o bluźnierstwie). Jest to bardzo trudne wyzwanie, biorąc pod uwagę zagrożenie, jakie niesie za sobą zemsta radykałów, dla których wszelkie zmiany są niedopuszczalne i którzy gotowi są zabić w ich obronie (ofiarę poniósł m.in. gubernator Pendżabu, Salman Taseer, zabity w 2011 r. za to, że wspierał likwidację dyskryminującego prawa). Zmiany są jednak konieczne. W przeciwnym razie nie tylko przedstawiciele mniejszości wyznaniowych, ale także sunnici, którzy nie chcą żyć w państwie radykałów, będą robić wszystko, aby na stałe opuścić Pakistan. Wtedy agresja fundamentalistów stopniowo przeniesie się na pozostałych obywateli, którzy będą „odstawać” od surowo interpretowanych norm islamu, uznanych przez nich za jedyne właściwe.